-
Pan ognia (Sługa płomieni 5)
Data: 09.03.2023, Autor: nefer
... zdradzić cesarzowej... Nie we wszystkim. - Ale to, co teraz mówisz, nie ma żadnego sensu! Już zanim przebrzmiały te słowa, zrozumiał, że to on sam wygaduje bzdury. Kobieta miotana podobnymi uczuciami jak Aria z pewnością nie będzie kierowała się logiką wykładaną przez mistrzów starych szkół filozoficznych. Ale czyż mógł spokojnie czekać? Czekać na niepewne teraz zwycięstwo Rodmunda i ewentualne uwolnienie? A jeżeli ktoś podpali jednak wodę? Co wtedy? Tutaj trafiła się wyjątkowa okazja. Cesarzowa zabrała ze sobą załogę wieży, Demetriusz musiał się co do tego upewnić, skoro przybył w pojedynkę. Oczywiście, lepiej nie mieć świadków czynów podobnych temu, którego zamierzał dokonać. Tylko ten przeklęty łańcuch, klucz do którego spoczywał przy pasie dziewczyny. Zagrozić jej strzałą? Ale jeżeli zabije Arię, to kto go uwolni? Czy zresztą naprawdę życzył jej śmierci? Skoro już o tym mowa, to nie życzył też śmierci Damarenie. Mógł wydać bazylissę na pastwę ognia, ale zawahał się... Właściwie, to niekoniecznie ucieszyłby się też z upadku cesarzowej i zajęcia tronu przez księcia piratów... Lepiej jednak samemu znaleźć się jak najszybciej poza zasięgiem jej władzy, skoro ma taką okazję... Tylko ten klucz! Przeszyła go nagle pewna myśl. Tak, to mogłoby się udać! Zachodnie okręty porzuciły już próby ukrywania swojej obecności i szły w głąb zatoki, ścigając uchodzącą flotę cesarzowej. Jeszcze chwila i same wpłyną na zanieczyszczoną wodę. Wypadnie to nawet lepiej, niż w pierwotnym ...
... planie! Rozległa plama groźnej czerni wyraźnie odcinała się wśród odmętów. Przynajmniej dla niego, spoglądającego z dużej wysokości. Z pewnością obrońcy zdołają to wykorzystać i sami podpalą ciecz, gdy tylko nadejdzie właściwa chwila. Nie oglądając się na łucznika na wieży. Czy jednak on sam nie ryzykuje zbyt wiele? Rianna... Jeżeli coś pójdzie nie po jego myśli... Tym razem umiejętności znakomitej pływaczki na niewiele się księżnej i małżonce przydadzą... - Jestem Panem Ognia, Rycerzem Złotego Płomienia! Ogniu, bądź mi posłuszny! - wykrzyknął z rozpaczą i wypuścił strzałę, najdalej jak potrafił. Upadła dokładnie tam, gdzie chciał, przy północnym krańcu ciemnej plamy. Po chwili jednak wcale już nie mrocznej! Tajemnicza substancja buchnęła ogniem, który błyskawicznie się rozszerzał, ogarniając coraz większą przestrzeń zanieczyszczonej zatoki. Miejsce ciemności zajął porażający blask strzelających w górę płomieni. Wyglądało to tak, jak gdyby płonęła sama woda. Tak też musieli to odebrać żeglarze na okrętach. W wielu miejscach czerwonożółte jęzory sięgały powyżej burt. Flota nie weszła jeszcze w bezpośredni zasięg rozszalałego nagle żywiołu, wiele galer znalazło się jednak tuż przy jego krawędzi, a ognista fala, pchana wiatrem i niesiona prądem, przesuwała się w ich kierunku. Może nie z prędkością galopującego rumaka, ale jednak wystarczająco szybko, by wzbudzić grozę. Okręty zaczęły gorączkowo zawracać, powstało przy tym zamieszanie większe jeszcze, niż przy poprzednim ...