1. Pan ognia (Sługa płomieni 5)


    Data: 09.03.2023, Autor: nefer

    ... Zostałem Panem Ognia, a także... Dostąpiłem zaszczytu ucałowania stóp Pani Połowy Świata.
    
    - A więc jednak – zawołała z nagłą złością. - Jednak cię złamała, tylko dlaczego... Ach, to z tego powodu właśnie tobie chciała pozwolić rzucić ogień!
    
    - To były stopy przyszłej Pani Połowy Świata, piękna Ario. To mi wystarczy, podobnie jak powinno wystarczyć tej damie. Ale to też zachowajmy lepiej w tajemnicy.
    
    - Mamy wiele tych wspólnych tajemnic, książę.
    
    - Nie powiększajmy więc ich liczby. Czas na mnie, a ty z pewnością pragniesz ujrzeć nietknięty okręt Rodmunda.
    
    - Na jego pokładzie przebywa też twoja żona... Ale, ale... Zamierzasz uciekać całkowicie nagi?
    
    - Miałem tylko tamtą spaloną opończę. Myślę jednak, że lepiej już wyjdę na tym wszystkim wzbudzając nawet sensację nagością, niż gdybym pojawił się w obozie w takim okryciu. Zwłaszcza wobec nieuniknionego wzburzenia mojej pani i małżonki obecnymi wypadkami.
    
    - Może masz i rację. Żegnaj książę!
    
    Ruszyła pospiesznie po schodach, zatrzymała się jednak tuż przed otworem w sklepieniu, wiodącym na wyższy poziom budowli.
    
    - Dziękuję, że wtedy spełniłeś moją prośbę. Wiedz, że gdy będę kiedyś udzielała ci oficjalnej audiencji, zwolnię cię ze składania takiego hołdu.
    
    - Dlaczegóż to?
    
    - Wprawdzie z zadowoleniem pomyślałabym wówczas, że może czynisz to z przyjemnością, ale jednak nie odważyłabym się w takim wypadku zaprosić was na mój dwór. Nie zamierzam robić sobie wroga z kogoś takiego, jak księżna Dalekiej ...
    ... Północy.
    
    Wypowiedziawszy te świadczące o głębokiej mądrości słowa, przyszła Pani Połowy Świata zniknęła w przejściu. Kto wie? Może i naprawdę zrealizuje swoje ambicje? Siły woli, inteligencji oraz motywacji z pewnością jej nie zabraknie. Okazji także pewnie nie. A on nie zmierzał w tym przeszkadzać. Ani Arii, ani nawet Rodmundowi. Z księciem piratów wyrównał zresztą rachunki. Z drugiej strony, Damarena nie okazała się jedynie sprytną i rozpustną ladacznicą, jak przedstawiali ją liczni wrogowie. W decydującej chwili potrafiła podejmować szybkie decyzje, nie bacząc przy tym na własne bezpieczeństwo. I czuła się odpowiedzialna za swoich ludzi. Przynajmniej tych niżej urodzonych, którzy okazywali chyba większą wierność. Zapowiadała się ciekawa rozgrywka, ale lepiej przyglądać się jej z daleka. Musi jeszcze tylko przekonać Riannę, że czas kończyć tę wojnę, wracać do własnych spraw, zamiast pchać głowy do gniazda węży i skorpionów. Niech same raczą się swoim jadem.
    
    Ach, pora jeszcze zrealizować ostatnią, drobną zachciankę. Drobną, ale ważną dla świeżo ustanowionego Pana Ognia. Ponownie zważył w ręku młot. Odzyskał już chyba siły? Odnalazł właściwe drzwi, nie zapomniał o splunięciu w dłonie. Ten gest nawet mu się spodobał. Chyba okaże się pomocny także przy pracy wiosłami, która to czynność niewątpliwie czeka go w najbliższej przyszłości. Tym razem potrzebował aż sześciu uderzeń, ale zamek w końcu ustąpił.
    
    - Mistrzu Leonie, bo tak cię, panie, zwą. Myślę, że zechcesz mi ...