-
Pan ognia (Sługa płomieni 5)
Data: 09.03.2023, Autor: nefer
... czy też więzienia. Jeżeli nadal było to miejsce odbywania kary, korytarze oświetlały bowiem teraz liczne lampy oliwne, a komnata, w której się znaleźli, okazała się, wyłożona kobiercami i zaopatrzona w wygodne łoże. O tej wygodzie wkrótce sam się przekonał, na skinienie dziewczyny strażnicy popchnęli go bowiem w tamtym kierunku, a gdy upadł na posłanie, starannie przymocowali skuwające przeguby łańcuchy do wbitych w ramę łoża pierścieni. Leżał teraz z wyciągniętymi ramionami i nogami, co prawda i tak o wiele bardziej komfortowo niż na słomie w we własnej celi. Aria odesłała dozorców. - Podczas tamtej maskarady w pałacu duxa obiecałam ci, panie, pewne łaski... - Odrzuciła okrywającą ją dotąd opończę i stanęła w luźnej sukni z delikatnego jedwabiu. - W imieniu swojej pani, którąkolwiek miałaś na myśli. - We własnym także, książę – odparła zdecydowanie. – I oto mam okazję dotrzymać tamtej obietnicy. Wybacz te niewygody, znając twoje wiersze nie sądzę jednak, aby okazały się większą przeszkodą. Wręcz przeciwnie. Najpierw musimy jednak pozbyć się tych łachów. Wydobyła z fałd odzienia niewielkich rozmiarów sztylet, którym zaczęła rozcinać ubranie więźnia. Okazało się to zadaniem niezbyt trudnym, wierzchnich szat pozbawiono go już bowiem wcześniej i pozostawał obecnie tylko w koszuli oraz spodniach, podczas gdy Aria znakomicie posługiwała się ostrzem. Można było odnieść wrażenie, że podobnie jak on sam odebrała w tym zakresie odpowiednie szkolenie. To nie mogło ...
... zresztą nawet zbytnio dziwić. Szczególną uwagę poświęciła gatkom oraz ich zawartości, umyślnie tnąc nieszczęsną część garderoby na drobne paski. Drażniła przy tym męskość swego jeńca, tu i tam dotykając czubkiem sztyletu, leciutko nakłuwając... Zamarł bez ruchu, ale mimo wszystko poczuł podniecenie, co dziewczyna przyjęła z uśmiechem zadowolenia. Odrzuciła ostrze i zaczęła zdzierać resztki materii. Te gwałtowne ruchy przeszły niespodziewanie w delikatną pieszczotę palców. Jęknął cicho. - Nieszczęsny Demetriusz próbował tłumaczyć swoje niepowodzenia tym, że w krytycznej chwili jego misji miałeś na sobie szczególny przyrząd, uniemożliwiający wyrażanie uczuć. Z przyjemnością widzę, że obecnie nic podobnego cię nie ogranicza. Najdostojniejsza Bazylissa również dowie się o tym z zadowoleniem, panie. - Kontynuowała zręczne ruchy dłoni. - Proszę... Zostaw mnie... albo dokończ to, co zaczęłaś... - wyjęczał. - Nie tak szybko, książę. Na łaski dam z Chrysopolis trzeba zasłużyć. Chcę się przekonać, czy potrafisz okazać damie należne jej względy. - Przecież widzisz... Wszystko zależy tylko od ciebie. - Nie o to chodzi. W taki sposób potrafi służyć każdy prostak. Po dwornym rycerzu należy oczekiwać czegoś więcej. Ścisnęła genitalia, wywołując tym razem jęk bólu i pozostawiła je w stanie silnego pobudzenia. Zręcznie wdrapała się na posłanie, po czym usiadła na torsie więźnia. Luźnymi połami sukni okryła jego szyję i głowę, pogrążając w ciemnościach. Pomimo tego przekonał się ...