1. Po sezonie


    Data: 13.04.2023, Kategorie: groza, sekta, prostytutka, bałtyk, Autor: Man in black

    Kacper prowadzi spokojnie, szosa, choć najczęściej nie zalega na niej śnieg, jest kręta, a nawierzchnia coraz gorszej jakości. Z głośników sączy się cichy głos spikera zapowiadającego prognozę pogody na nadchodzącą noc; minus pięć stopni, porywisty wiatr, biomet niekorzystny. Deska rozdzielcza rzuca na twarz mężczyzny widmowe blade światło. Niebo przed nim ma barwę kobaltu, ale we wstecznym lusterku przechodzi w lazur. Im bardziej na zachód, tym więcej czerwieni zachodzącego słońca. Ta feeria barw, ten rozdział na ciemną północ i jaśniejszy zachód, ma w sobie coś z komiksowego kadru. Mężczyzna przywołuje w pamięci obraz starego westernu, w którym samotny kowboj kieruje się w stronę zachodzącego słońca. Kierowca nie jest kowbojem i kieruje się w przeciwną stronę. Wszystko jest nie tak ,jak powinno, bo życie to nie komiks.
    
    Na północy, w oddali majaczą światła domów. Zjeżdżając z lekkiego wzniesienia, ma je jak na dłoni, jasne punkty niknące w ciemnym granacie nieba, przyozdobionym jeszcze ciemniejszym dywanem chmur. Jednak to nie chmury dominują, ale wzburzony Bałtyk, po którym cwałują białe, spienione grzywy fal, sprawiając, że krajobraz jawi się jako gargantuiczny, monumentalny. Z tej odległości nie może słyszeć ich wściekłego ryku, jest zbyt daleko, a mimo to, w jego głowie rozbrzmiewa gniewny pomruk zimnego morza. Momentalnie odradza się jego fobia. Lęk przed ciemną wodą. Wszystko zdaje się w nim krzyczeć, że to fatalny pomysł, że widok rozpościerający się przed jego ...
    ... oczami, to Rubikon, którego wcale nie chce przekraczać, że to na co patrzy przez przednią szybę skody octavii, to nie ekran kinowy, tylko ponura rzeczywistość. Mężczyzna zaciska palce na kierownicy.
    
    Chwałowice, to nędzna mieścina. Uboga, ponura, od wieków smagana morskim wiatrem. Wjeżdżając do centrum, porusza się po kocich łbach. Koślawe kręte uliczki zdają się prowadzić donikąd. Kamienice sprawiają wrażenie zgarbionych, karłowatych, a z większości okien wyziera czerń. Mija nieduży rynek i dociera do parkingu, tuż przy porcie rybackim. Kierowca wyłącza silnik i wychodzi na zewnątrz. Tak długo, jak znajdował się wewnątrz pojazdu, był w magiczny sposób odizolowany od tego, co go otacza. Był obecny tylko jednym zmysłem, ale teraz, teraz jest tutaj w stu procentach. Czuje zapach morskiego powietrza, gnijących ryb i glonów. Słyszy skrzek mew, wściekłe fale uderzające w betonowe nabrzeże i klekot cumującego kutra.
    
    Jest dziewiętnasta, ale mimo to, świat wokół niego tonie w mroku. Przechodniów jest niewielu. Mężczyzna wystawia zmęczoną twarz na wiatr, oswaja się z bezruchem. Przez ostatnie sześć godzin słyszał tylko warkot silnika, widział przewijający się krajobraz, pochłaniany asfalt i nic więcej. Teraz w ruchu jest tylko morze, którego szum dominuje nad całą okolicą.
    
    Dotychczas w najbliższej okolicy przemknęło zaledwie kilka osób. Mężczyzna kieruje się w stronę rynku. Zauważa ponurą tawernę, w której jest jasno. Nie jest to mocne światło, ale na drzwiach znajduje się ...
«1234...24»