-
Deszczowe historie
Data: 15.04.2023, Kategorie: spotkanie towarzyskie, wspomnienia, Autor: Indragor
... pomyślałem czekając na nią na parterze, już o drobinę zniecierpliwiony. Nie minęła minuta, a z piętra rozległ się głos: – – – trąciła mnie łokciem ciocia – Wszedłem do pokoju kuzynki; stała w staniku i dżinsach. Eh, pomyślałem, ostatnio nie nosiła takich rzeczy. Mam na myśli stanik i ostatnie moje odwiedziny dwa lata temu. Na łóżku rozłożone były równiutko damskie majteczki, ale nie takie zwykłe. Na pewno były kolory czerwony i czarny, były też takie błyszczące białe lub zbliżone, turkusowe i lazurowe lub coś koło tego. Panie na pewno coś więcej mogłyby powiedzieć. – Na moich ustach pojawił się uśmiech zażenowania, iż nie byłem w stanie dokładniej tego sprecyzować. – Od razu zorientowałem się, że szykuje się coś specjalnego. – – jęknęła, bezradnym gestem wskazując rządek majtek – – tu wskazała wiszącą na szafie kusą bluzeczkę i czarną szmatkę. Powiedziałem „szmatkę”, bo spódnica, to moim zdaniem zbyt wiele powiedziane. W pierwszej chwili wydało mi się, że to jest szalik! A to była taka mini-minispódniczka. Wybór majtek okazał się wcale nie taki prosty, jak początkowo sądziłem. W sumie kuzyneczka wyglądałaby ślicznie we wszystkich, a nawet bez nich. W tym momencie wyobraziłem sobie Julię bez majtek, tylko w bluzce i tej spódniczce. „Ocipiałeś chyba chłopie!” zaraz skarciłem się w myślach. „Co ci chodzi po głowie, opanuj się!”. Powróciłem do wyboru majtek. Ostatecznie po wstępnej selekcji zostały białe, czarne i czerwone. Białe wydały mi takie ...
... pospolite. Wszystkie moje dotychczasowe dziewczyny takie nosiły, może dlatego. Zostały czarne i czerwone, co wbrew pozorom nie ułatwiło wyboru, a wręcz przeciwnie. Kusiły mnie czerwone, ale obawiałem się, że kuzynka będzie w nich wyglądać niczym Czerwony Kapturek. Może bardziej odwrócony kolorystycznie do góry nogami Czerwony Kapturek, ale jednak Czerwony Kapturek... – – zadecydowałem. – – natychmiast się zgodziła. Przed dłuższą chwilę staliśmy patrząc na siebie, aż kuzynka znów się odezwała: – – – Uczepiłem się tej myśli mając resztki nadziei, że jednak nie będę musiał wychodzić. – Hi, hi – to Lenka zachichotała – przepraszam – dodała – ale coś mi się przypomniało. W tym momencie poczułem, że nieco zaschło mi w gardle. Sięgnąłem po moją szklankę z wodą mineralną, ale była pusta. Jak na złość butelki stojące na stole również. – Przyniosę nową – zawołała Lenka szybko orientując się w sytuacji. Nim ktokolwiek zdążył zareagować poderwała się i zgarniając ze stołu puste butelki skierowała korytarzykiem do holu, przy którym było coś w rodzaju bufetu. Wzrok pana Marcjana podążył za oddalającą się Lenką, mój też, a przy okazji spożytkowałem, jak sądzę pan Marcjan również, wolne moce obliczeniowe mojego mózgu do opracowania wariantów wykorzystania tak ponętnego tyłeczka, który niestety oddalał się zdecydowanie zbyt szybko. Rychło powróciła, już z daleka uroczo się uśmiechając i taszcząc dwie butelki wody mineralnej, które zaraz postawiła na stole. Klapnęła na ...