1. Deszczowe historie


    Data: 15.04.2023, Kategorie: spotkanie towarzyskie, wspomnienia, Autor: Indragor

    ... inne kierunki. Studia chyba spowodowały, że obie spoważniałyśmy, nieco wydoroślałyśmy. Studia, choć bezpłatne, to jednak powodowały „koszty uboczne”. Ponieważ, jak mówiłam, u nas w domu się nie przelewało, to po pierwszym roku zdecydowałam się na pracę w wakacje, aby chociaż częściowo odciążyć rodziców. Tu, jeśli chodzi o pracę, niespodziewanie przydała mi się umiejętność gotowania nabyta przez te kilka lat u przyjaciółki. Oczywiście w wakacje odwiedzałam Baśkę, ale z powodu pracy były to tylko jednodniowe, najwyżej kilkudniowe wypady.
    
    Wiecie co? Ten moment, gdy stoimy we trójkę na przystanku, rozmawiamy, śmiejemy się, wrył mi się tak w pamięć, że gdy o tym pomyślę, to wydaje mi się jakby było to wczoraj. Pamiętam niemal każde słowo, każdy gest, ciepło przygrzewającego Słońca, już z pewną nutką jesieni. To pożegnanie tam było zarazem takim symbolicznym pożegnaniem dzieciństwa. Ach, żeby tak znowu mieć dziewiętnaście lat... – westchnęła pani Julia.
    
    – To rzeczywiście miała pani udane wakacje – zaśmiała się pani Ala.
    
    – I pozazdrościć takiej przyjaciółki – z uśmiechem dorzucił pan Marcjan.
    
    – Aż sama sobie dziwię się, że wtedy mogłyśmy być do tego stopnia szalone. Teraz to nie do pomyślenia. Szkoda. – Pani Julia udała zasmuconą.
    
    – Czemu nie do pomyślenia – wtrąciłem.
    
    – A, teraz to mąż, dzieci i już nie jestem tak młoda i ładna...
    
    – A gdzież tam – wtrącił pan Marcjan.
    
    W odpowiedzi pani Julia tylko machnęła ręką z szerokim uśmiechem na twarzy.
    
    – To teraz ...
    ... Lenka nam się nie wywiniesz – zwróciłem się do naszej 22-latki, gdy zapadła cisza.
    
    – Chyba nie... – odpowiedziała niepewnie.
    
    – To słuchamy, słuchamy – odezwała się pani Agnieszka.
    
    Lenka nabrała powietrza i tak zastygła na dłuższą chwilę, aż zaczynałem mieć obawy czy się nie udusi. Na szczęście się odezwała:
    
    – Dobrze, ale musicie mi coś obiecać. – Tu zrobiła pauzę, rozglądając się po towarzystwie z wyraźnym przestrachem w oczach. – Moja mama nie może się o tym, co powiem, dowiedzieć.
    
    – Aż tak źle? – zaśmiała się pani Ala.
    
    – Może nie tak... ale mama mogłaby zmienić o mnie zdanie...
    
    – Wydaje się nam, że znamy swoje dzieci, a tu nagle zdarza się coś i okazuje się, że wcale ich nie znamy – wygłosiła sentencję pani Marysia.
    
    – Może nie zmieniłaby zdania – zaczęła wycofywać się Lenka – ale gdyby dowiedziała się, spaliłabym się ze wstydu.
    
    Jednak jest coś, czego ta dziewczyna się wstydzi, ponownie się zdumiałem, ale głośno powiedziałem:
    
    – Myślę, że możemy obiecać, iż cokolwiek zostało lub zostanie powiedziane, nie wyjdzie poza ten stolik.
    
    Lenka brak sprzeciwu przyjęła za zgodę i zaczęła ciągnąć swoją historię.
    
    – Opowiem wam, co mi się przytrafiło, gdy miałam piętnaście lat.
    
    – Czyli całkiem niedawno – zauważył pan Marcjan.
    
    Lenka zamiast odpowiedzi posłała swój cudowny uśmiech, niestety nie mnie, tylko panu Marcjanowi i mówiła dalej:
    
    – Chociaż najpierw powiem, co działo się, gdy miałam czternaście lat. Trochę się tego wstydzę. Otóż chyba po ...
«12...525354...61»