-
Szara myszka
Data: 20.04.2023, Autor: horus33
Znacie kobiety w typie szarej myszki, prawda? Chyba każdy choć raz w życiu taką poznał, ale już niekoniecznie zapamiętał na dłużej. Zwykle cicha, nieśmiała, niewyróżniająca się ubiorem, makijażem czy zachowaniem. Taka szara myszka przemyka niezauważona aż coś nie zwróci na nią waszej uwagi. Tak właśnie było i ze mną. Przysięgam, że gdy przeniosłem się do nowej pracy to przez pierwszy miesiąc nawet nie wiedziałem o jej istnieniu. Nowe nazwiska, zwyczaje i miejsce, sprawiały, że w pierwszej kolejności zapamiętywałem tych którzy czymś się wyróżniali. To byli głośni i pewni siebie ludzie, więc siłą rzeczy rzucali się w oczy. Nie moja wina. Izę poznałem zupełnym przypadkiem w naszej małej kuchni. Pamiętam, że wpadłem na kawę o zupełnie nietypowej porze. Poprzednią noc zarwałem siedząc do późna nad robotą i potrzebowałem dużo kofeiny. - Cześć – powiedziałem zaskoczony. Dziewczyna drgnęła jak użądlona omal nie upuszczając kubka z herbatą. Jej wielkie, czarne oczy spojrzały na mnie ze zdziwieniem i lękiem – nie znamy się chyba jeszcze. Mam na imię Bartek, choć proszę żebyś ty mówiła mi Bary. Nie lubię swojego imienia. Zacząłem tu pracować jakiś miesiąc temu. - Wiem kim jesteś. „Wiem kim jesteś” i nic więcej. - A ty, jak masz na imię – brnąłem dalej, choć zaczynałem czuć się odrobinę głupio. - Izabela, Iza – poprawiła się i zaczerwieniła. Nie uśmiechnąłem się żeby nie peszyć jej jeszcze bardziej. Tak właśnie ją poznałem, choć „poznałem” to za duże słowo. Tak ...
... zacząłem ją zauważać. Na początku mówiłem jej tylko cześć, wiecie, chciałem być miły, bo było mi jej odrobinę szkoda. Czasem zamieniłem dwa zdania o niczym. Po kilku miesiącach zaczęła mnie intrygować. Często łapałem się na tym, że przyglądam się jej, gdy pracuje. Zrobiłem sobie z tego swego rodzaju grę. Nagrodą miało być rozgryzienie jej osobowości i poznanie sekretów. Chciałem wiedzieć kim jest i dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej, bo widzicie, ona nie była wcale brzydka. Nie od razu doszedłem do takiego wniosku, ale gdy tylko sobie to uświadomiłem, stało się to tak oczywiste, że omal nie palnąłem się w czoło. Wiem, że tak zwykle wyglądają słodkie komedie romantyczne, nie prawdziwe życie, ale tak właśnie było. Izabela nosiła nijakie ubrania nie pozwalające ocenić jej sylwetki, kształtu piersi, pupy, nic co wskazywałoby, że nie jest własną babką. Miała za to piękne oczy dodatkowo powiększone przez okulary w grubych oprawach, co paradoksalnie dodawało jej kruchości. Nie siliła się żeby jakoś spinać włosy. Odsłonięcie szyi, podkreślenie kształtu twarzy, prostowanie, loki. Nic z tych powszechnie stosowanych przez kobiety trików nie wydawało się mieć dla niej znaczenia. Nosiła je wiecznie upięte w kucyk, ciemne, ale nie czarne, w jakimś takim burym kolorze. Za to jej cera wydawała się idealna i zbędny był jej jakikolwiek ulepszacz. Po trzech miesiącach postanowiłem się z nią umówić. Wyczekałem aż wyjdzie na przerwę, zawsze trochę później niż inni i poszedłem za nią. ...