1. Czarci Jar (VI). Koniec


    Data: 20.05.2023, Kategorie: groteska, sekta, Autor: Man in black

    ... szklance dostrzegł resztki alkoholu na dnie. To się świetnie składa. Nachylił się, sięgnął po nią i opróżnił. Wtedy ktoś wszedł.
    
    Kątem oka dostrzegł habit, później twarz kobiety, która coś mu mówiła. Gdzieś już ją spotkał. Mózg zakręcił mu się niczym tablica koła fortuny i zapadka zatrzymała się na polu z napisem...
    
    – Zoja?
    
    – Dokładnie tak. Miło, że mnie pan zapamiętał.
    
    – Co ty tutaj robisz?
    
    – Właśnie skończyłam pracę i pomyślałam sobie, pójdę i zobaczę czy nie wpadnę gdzieś na tego przystojnego mężczyznę, którego poznałam w lesie.
    
    – Jakiego mężczyznę? – mimo wszystko czuł, że ma ociężały umysł.
    
    – Pana.
    
    Zaczerwienił się i na chwilę spuścił wzrok. Prawdę powiedziawszy taką miał nadzieję, że chodzi jej o niego, tyle że tak ciężko było mu zebrać myśli, co było zaskakujące, biorąc pod uwagę, jak szybko przypomniał sobie jej imię.
    
    – Widzę, że jest pan w szczególnym nastroju, panie Sewerynie.
    
    – W szczególnym nastroju – powtórzył za nią, jakby chciał przemyśleć te słowa. – Tak, sądzę, że tak właśnie jest.
    
    – Pamięta pan moją propozycję? Tę o innych rozrywkach?
    
    Pamiętał, a jakże. Przyjemna ciepła fala spłynęła mu na podbrzusze. Byłoby zabawne, gdyby miała na myśli coś niewinnego. Ona nie ma na myśli nic niewinnego i ty o tym doskonale wiesz – odezwał się ten sam głos, co wcześniej.
    
    – Pamiętam, oczywiście...
    
    – Po drodze minęłam pańską żonę, która zdaje się doskonale bawić na zabiegach. Więc?
    
    – Więc? – nie zrozumiał.
    
    – Więc, czy to nie ...
    ... jest właśnie ta chwila?
    
    – Sam nie wiem – doskonale wiedział, nie chciał wyjść na kogoś, kto rzuca się na pierwszą lepszą propozycję. – Lena nie byłaby...
    
    – Może i nie byłaby, ale jej tutaj nie ma, prawda? – te słowa, gdzieś je już słyszał; ale jej tutaj nie ma, prawda? Nagle uświadomił sobie, że to były jego własne słowa, wewnętrzny głos.
    
    Nie był już pewny czy kobieta powiedziała to, co jemu się wydawała, że powiedziała.
    
    – Nie ma pan ochoty na towarzystwo ludzi, ma pan za to ochotę na coś wyrafinowanego. Coś innego, mam rację?
    
    – Coś wyrafinowanego, to brzmi obiecująco... – myśli, te pieprzone myśli rozpierzchły mu się jak stado spłoszonych wron.
    
    – Zatem? – Zoja wyciągnęła do niego rękę jak do małego chłopca.
    
    Wstał i podszedł do niej. Tak musiały się czuć szczury idące za dźwiękiem zaczarowanego fletu. Tyle że Zoja nie wyglądała jak flecista z w Hameln. Złapał ją za rękę, a ona wyprowadziła go z oranżerii. Przeszli przez hol i wyszli z hotelu odprowadzani wzrokiem przechodniów. Ruszyli ścieżką do jednej z drewnianych chat. Wewnątrz nie było okien. Chata miała tylko jedną dużą izbę. Pośrodku znajdowało się coś, jakiś kamienny okrąg, który przypominał studnię. Budulec sięgał im kolan. Ze środka sączyła się jasna poświata.
    
    – Czy to...
    
    – Studnia? – wpadła mu w słowo z uśmiechem na ustach. – Nie skąd. To są schody.
    
    – Dokąd? – zmarszczył czoło.
    
    – Do piekła – przez chwilę patrzyli sobie w oczy, dopóki kobieta nie parsknęła śmiechem. – Żartuję. Chyba pan ...
«12...456...14»