-
Czarci Jar (VI). Koniec
Data: 20.05.2023, Kategorie: groteska, sekta, Autor: Man in black
... nie uwierzył? – Oczywiście, że nie. Nie jestem dzieckiem. Na twarzy kobiety przemknął enigmatyczny cień. Spojrzeli w dół. Mniej więcej na poziomie podłogi widać było kamienne spiralne schody. Trochę to wszystko wydało się Sewerynowi klaustrofobiczne, ale ocenił, że dorosły facet ma szansę się tam zmieścić. Już dwa stopnie niżej pełzały gęste białe opary, które mimo wszystko nie wychodziły poza drugi stopień, co uznał za dziwne. – Wyłącznie dla wyrafinowanych klientów. I odważnych – dodała, żeby go zmotywować. Spojrzał na nią. Był ciekawy, choć obawa łasiła mu się do nóg. – Co tam znajdę? – Coś, czego pan nie zapomni do końca życia. – Pani idzie ze mną? – Schlebiasz mi Seweryn – nieoczekiwanie przeszła z nim na ty. – Ja zostaję tutaj. Wahał się jeszcze kilkadziesiąt sekund, ale ciekawość wzięła górę. Spojrzał na nią i przekroczył murek. Zrobił kilka kroków w dół i zerknął w górę. Zoja wciąż stała tam gdzie ją zostawił. Spoglądała na niego, a w jasnej łunie tajemniczego światła na jej twarzy pojawiły się niepokojące cienie. Zrobił jeszcze kilka kroków, całkowicie zanurzając się we mgle. Tak naprawdę to nie była mgła, dym czy para. Nie było to nic, do czego mógłby się odnieść. Opary były gęste i jasne jakby same emanowały światłem. Na twarzy nie czuł wilgoci. Nie umiałby powiedzieć, jak długo schodził w dół. Mimo to czuł, że zszedł naprawdę głęboko. Czuł coraz większe ciepło. Raz musiał zrobić przerwę, ponieważ zakręciło mu się w głowie od ...
... koszmarnej spirali. Szybko wziął głęboki wdech i ruszył dalej. Może te schody rzeczywiście prowadzą do piekła? Zastanawiał się, stawiając niepewnie kroki. A może już jesteś w piekle, kolego – odezwał się znajomy głos. Kiedy w końcu postawił nogę na płaskiej powierzchni, odetchnął z ulgą. Stał na kamiennej podłodze. Ruszył niepewnie przed siebie. Wokół kłębiły się tajemnicze opary. W jednych miejscach były gęstsze w innych rzadsze, ale były wszędzie. Nigdzie nie widział ścian ani sufitu. Nawet podłoga nie zawsze była widoczna. Jakby stał w suchym morzu, którego fale bardziej przypominają chmury. Przecież idąc w dół, nie mógł dojść do nieba, czy tak? Nagle gdzieś daleko przed nim przemknął jakiś ciemny kształt, który zaraz schował się za białą ścianą. Po chwili dostrzegł to samo tyle, że nieco bliżej. Rafał jęknął i natychmiast złapał się za głowę. Bolało jak jasna cholera. Zaklął. Rozejrzał się dookoła, jednak nie odzyskał jeszcze ostrości widzenia. Widział tak, jakby patrzył przez potłuczone szkło. Czuł bijące ciepło tuż przed sobą i słyszał coś syczącego. Domyślił się, że to piec, na którym gotuje się woda. Pewności nie miał, ale tak to brzmiało. Niespodziewanie ktoś się nad nim pochylił. – Rafał? Wszystko w porządku? – ten głos, brzmiał znajomo jak głos dawno niewidzianej osoby. – Zaraz dojdziesz do siebie. Mężczyzna sapnął kilka razy, potrząsnął głową i zaczął lepiej widzieć. Tyle że czasem potrójnie, a czasem podwójnie. Zawsze to coś. Mógł przynajmniej stwierdzić, że ...