-
Czarci Jar (VI). Koniec
Data: 20.05.2023, Kategorie: groteska, sekta, Autor: Man in black
... pochylająca się nad nim twarz należy do kobiety. Jeszcze była zamglona jakby miał łzy w oczach. A może miał? Obrazy przed jego oczami pływały, zachodziły na siebie i znowu się rozjeżdżały, każdy w inną stronę. Tak samo działo się z tajemniczą twarzą. Nagle poczuł, że mętna postać podsunęła mu do ust metalowy kubek. Napił się ostrożnie. Smakowało jak herbata ziołowa. – Co się stało? – przełknął napój i spróbował jeszcze raz. – Upadłeś – powiedziała twarz z lewej. – Byłeś na spacerze – poinformowała środkowa twarz. – Uderzyłeś się w głowę – to trzecia, ta najbardziej z prawej strony. Dlaczego wszystkie nie mówią jednocześnie? Przecież, mimo iż nie widział ich wyraźnie, wyglądały identycznie. To z pewnością była twarz jednej osoby. Dlaczego więc nie mówią wszystkie naraz? Jak mocno się uderzył? – Masz dużo szczęścia – wreszcie wszystkie trzy poruszyły ustami, co za ulga. W tej chwili zdał sobie sprawę, że ten głos jest mu naprawdę znany. Tylko czy to możliwe? – Znam ten głos... – wyciągnął dłoń przed siebie. Dotknął jedną z widzianych przez siebie twarzy i nagle jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pozostałe dwie zeszły się w tej właściwej. Wytrzeszczył oczy. – Janka? – Nareszcie, już się bałam, że będzie gorzej. – Ale przecież my... ty... – jego myśli również zdawały się nachodzić na siebie. – Przecież my się rozstaliśmy... – Mój Boże... – dziewczyna brzmiała, jakby miała się rozpłakać. – Ty znowu to samo. – Nie rozumiem? – Mówiłeś ...
... to już wcześniej. Majaczyłeś w gorączce. Byłam pewna, że to minie. Rafał, przerażasz mnie. Proszę, wróć do mnie. Wróć taki jaki byłeś jeszcze przed godziną. – Przecież my już nie jesteśmy razem. Zdradziłaś mnie i ja tutaj... z twoją siostrą... – patrzył jej w oczy i pewność siebie ulatywała z niego jak gaz z nieszczelnej butli. Janka zerwała się na nogi i podeszła do okna. Ukryła twarz w dłoniach i przez chwilę szlochała cichutko. Później spojrzała na niego dużymi jasnymi oczami. – To wszystko moja wina. Nie powinnam cię tutaj ciągnąć. – To Mirka... – sam już nie był pewien czy dobrze zapamiętał to imię. – Mirka, to moja siostra. To się zgadza, ale kochanie, to ze mną tutaj przyjechałeś, żeby odszukać ją. Rozumiesz? Wiesz, co? Napij się jeszcze. Podeszła i wzięła w dłonie jego ręce, w których trzymał kubek. Napił się kilka łyków. – Jeśli to się nie skończy, chyba oszaleję. Połóż się, połóżmy się razem. Już miał zaprotestować, ale legowisko, na które składały się koce rozłożone na podłodze, było całkiem przyjemne. Dziewczyna wśliznęła się pod jeden z nich i wtuliła w niego. Głaskała go delikatnie po włosach, patrząc mu w oczy. Po chwili poczuł się naprawdę senny, a jej twarz na powrót stawała się niewyraźną plamą. „To ze mną tutaj przyjechałeś, żeby odnaleźć ją. Ty i ja, szukamy Mirki”, słowa Janki sączyły się w niego jak trucizna wnikająca w szare komórki. Czuł się coraz bardziej senny. Wreszcie wsłuchany w dźwięk monotonnego głosu, zasnął. Seweryn ...