1. Nowa nadzieja


    Data: 02.07.2023, Kategorie: nieznajomi, spotkanie, Autor: Pavo

    ... kanapie. Nie mogłam powiedzieć, że usiedliśmy w dużym pokoju, bo całe mieszkanie składało się właściwie z jednego pokoju, czyli przedpokoju połączonego z kuchnią (swoją drogą, kto to wymyślił?) wychodzącego szerokim przejściem na resztę lokalu. Spojrzałam przez okno i zafascynowała mnie widoczna stąd przepiękna panorama osiedla. Zachodzące słońce wlewało jesienne promienie do środka, tworząc ciepły nastrój.
    
    Jakby na potwierdzenie tego, pod mój nos podetknięty został kawałek jabłecznika. Smakował wybornie; przez chwilę jedliśmy w milczeniu. Po skończonym posiłku mój gospodarz stwierdził że odwiedzi sąsiadkę w poszukiwaniu butów i wyszedł z mieszkania. Zostałam sama. Ciekawiło mnie ile czasu zajmie mu odegranie tej komedyjki. Stawiałam na minutę. Odmierzałam ją na wiszącym na ścianie zegarze i rzeczywiście, po niecałych sześćdziesięciu sekundach wrócił. Oczywiście bez butów.
    
    - Klapa. Nie ma jej w domu. Dobijałem się kilka razy, ale nikt nie otwierał.
    
    Obróciłam się ku niemu. Chciałam coś zrobić, ale na dobrą sprawę nie wiedziałam co. Zdemaskować go? Powiedzieć „daj spokój, po co te żarty”? A może uśmiechnąć się z politowaniem i zaszczebiotać „ojej, co ja teraz zrobię”?
    
    Powstałam z miejsca. Nie podziękowałam jednak za ciasto. Właściwie nie odezwałam się ani słowem. Zamiast tego podeszłam do niego, spokojnie i pewnie. Nie uśmiechałam się; minę miałam neutralną, jakbym robiła coś całkiem normalnego. Obserwował mnie z zainteresowaniem, był wyraźnie ciekaw co zamierzam ...
    ... zrobić. Ja tymczasem dokonywałam wszystkiego machinalnie.
    
    Stanąwszy tuż przed nim spojrzałam mu głęboko w oczy. Dostrzegłam w nich ten sam spokój który musiał gościć w moich. Nie był zdenerwowany, jako i ja nie byłam. Wszystko wydawało się takie normalne, takie rzeczywiste. Nie czułam się jak we śnie, nie wyobrażałam sobie że lecę do niego jak na skrzydłach. Po prostu byliśmy, dwoje ludzi którzy spotkali się przypadkiem. Ale to mogło prowadzić do wszystkiego.
    
    Wyciągnęłam rękę i dotknęłam jego policzka. Był zadziwiająco miękki; w ogóle całą twarz miał zadbaną. Przejechałam po nim kilka razy ręką. Nie zadrżał, nie wykonał żadnych gwałtownych ruchów. Po prostu patrzył na mnie i dawał się dotykać.
    
    - Ile ty masz lat? – Spytałam, może trochę za obcesowo, ale nie przejął się tym.
    
    - Czterdzieści siedem – odpowiedział, ciszej niż zwykle przemawiał. Czyżby się tego wstydził? Absolutnie nie było czego. Gdyby wszyscy mężczyźni w jego wieku byli tak zadbani...
    
    - Czterdzieści siedem – powtórzyłam, jakbym pierwszy raz słyszała tę liczbę. – Piękny wiek. Ja mam równe dwadzieścia mniej – wyprzedziłam pytanie, które zadawane kobiecie zawsze uważa się za niezręczne.
    
    - Dwadzieścia siedem lat – powiedział z lekkim rozrzewnieniem. To dopiero jest piękny wiek.
    
    Wtedy go pocałowałam. Po prostu zbliżyłam usta do jego ust i pocałowałam. Zamknął oczy, ja także. Objęłam tę przystojną twarz w obie ręce i pozwoliliśmy wargom trwać w złączeniu a językom tańczyć, smakując się nawzajem. ...
«12...456...»