1. Utracona skromność - Julia (III)


    Data: 03.07.2023, Kategorie: romantycznie, delikatnie, cyber, kamera, Autor: BlueNight

    ... zapisuje wiadomość – „Masz czas pogadać. Potrzebuję pom...”. Przerywam i usuwam końcówkę.
    
    Odpowiedź przychodzi po dłuższej chwili – „Tak. Za godzinę kończę pracę”.
    
    Odpisuję „W porządku. Dziękuję”.
    
    Gdy wsiadam do samochodu, spoglądam na Marka. Wygląda na zmęczonego. Patrzy, jednak na mnie uważnie. Nic nie mówi. Chyba widzi, że nawet nie musi.
    
    – Potrzebuję cię – wyszeptuje schrypniętym głosem.
    
    Domek nad jeziorem wygląda jeszcze lepiej w zimie. Idę po śladach Marka, uważając, by nie wpaść w zaspy. W końcu otwiera drzwi i wpuszcza mnie do środka. Zsuwam buty i kieruję się do znajomego fotela. Czuję pod stopami przyjemną miękkość dywanu. Zatapiam się w meblu.
    
    Marek wraca z kuchni i stawia kawę. Po chwili grzebie coś przy kominku, dorzucając kilka drewien. Kilka chwil później siada na fotelu obok mnie. W kominku gorzeje ogień, a ja upijam łyk ciepłej kawy.
    
    – Dziękuję.
    
    – Co się stało? – pyta. Bez zbędnej delikatności.
    
    – Serce…
    
    – Chyba rozumiem. Rzucił cię?
    
    – Wyprowadził się ode mnie dziś rano. Wybacz, tak mi głupio. Nie powinnam do ciebie dzwonić. Masz swoje życie.
    
    – Mogłem odmówić – „ale tego nie zrobiłem”. Kiwam głową.
    
    – Mogłeś. Nie miałam nikogo.
    
    – Julia, nie jestem psychologiem. Wiem tylko tyle, że to przejdzie.
    
    – Wiesz, nie wiem, czy potrzebuję rozmawiać – mówię, pociągając nosem.
    
    – Mhm. Myślisz, że to rozwiąże sprawę?
    
    – Nie wiem. Sama nie wiem. To głupie.
    
    – Jeśli tak bardzo chcesz się ukarać, mogę ci pożyczyć coś i ...
    ... zostawię cię samą.
    
    – Ale…
    
    – Co?
    
    – Ja myślałam.
    
    – Dopij kawę. Jak potrzebujesz odpocząć, kanapa jest do twojej dyspozycji. Ogień powinien na trochę starczyć.
    
    – Dlaczego?
    
    – Dlaczego? Dlatego, że nie jestem sadystą. Nie kręci mnie zadawanie bólu, a tym bardziej nie komuś w twoim stanie.
    
    – Wtedy ci się podobało.
    
    – Tobie również, jak zbliżałaś się do swoich barier. Teraz nikomu z nas to się nie spodoba – czuję, że ma rację. Biorę od niego chusteczkę, próbując schować w białym materiale twarz. Obejmuje mnie, gdy opadam, drżąc w jego ramiona.
    
    Marek odwozi mnie do bloku. Żegnamy się. Nie jest ze mną dobrze, ale jest trochę lepiej. Wchodzę na klatkę i powolnym krokiem pokonuje kolejne stopnie. W mieszkaniu większość świateł jest zgaszonych. Widzę tylko lekką łunę pomarańczowego światła przebijającą się przez drzwi Weroniki.
    
    Gdy zdejmuję kurtkę, drzwi się uchylają. Weronika spogląda na mnie, zgarniając czarne loki opadające jej na czoło.
    
    – Wyglądasz wprost tęczowo – rzuca z kpiącym uśmieszkiem.
    
    – Ehe, jak kupa jednorożca.
    
    – Słyszałam, co się stało. Piotrek się wyniósł?
    
    – Tak, rozeszliśmy się wczoraj.
    
    – Dopiero wczoraj ci powiedział.
    
    – Co?
    
    – Że się wyprowadza. Pisał do mnie przed Nowym Rokiem, czy będę w mieszkaniu, bo chciał zabrać część rzeczy.
    
    – Co!? – Wera patrzy na moją minę i chyba zna odpowiedź, czy wiedziałam o tym. – Nic mi nie mówił. Mówił, że będzie cały czas z rodziną, bo jego babcia zachorowała.
    
    – O kurczę. Skąd on się ...
«12...789...»