-
Bellis
Data: 22.07.2023, Autor: RozowyPuch
... kwiaciarni przyjeżdżała młoda, elegancko ubrana kobieta i razem z Mikołajem jechali gdzieś na resztę dnia. Była piękna. W chwili, kiedy Mikołaj kładł się na mnie, pomyślałam, że nie dorównuje jej i nie rozumiem. Zaczęłam się szarpać. Włożyłam w to całą siłę, na jaką było mnie stać. Byłam jak dzikie zwierzę w klatce. Mikołaj szybko poradził sobie z moim buntem i skrępował mi ręce tuż nad moją głową swoją dłonią. Po raz pierwszy spojrzałam mu prosto w oczy. - Dlaa - czego? – zupełnie nie poznawałam swojego głosu, jakby brzmiał z bardzo daleka, przytłumiony, słaby. Nie odpowiedział tylko pocałował bardzo głęboko. Wbił się językiem głęboko we mnie i bez żadnego ostrzeżenia zaczął swój atak. Mimowolnie oddałam pocałunek, może dlatego, że nigdy nie byłam całowana z taką pasją. Przestraszył mnie swoją zajadłością, ale nie chciałam kończyć. Było w tym pocałunku coś podobnego do tego, kiedy człowiek stoi na krawędzi i nie wie czy skoczyć, czy cofnąć się o krok. Zwolnił i czekał. Z intensywności przeszedł w lekkie muskanie moich warg. Uwolnił moje dłonie i dał mi wybór. Nieśmiało dotknęłam jego klatki piersiowej i poczułam pod palcami twarde mięśnie ubrane w gładką, ciemną skórę. Był mocno owłosiony. Kiedy badałam jego ciało, oddychał głęboko. Wiedziałam, że musi się mocno stopować. Czułam jego podniecenie na udzie, a nie leżałam nieruchomo. To, co odkrywałam sprawiało mi pokrętną przyjemność. To, jaką władzę miałam nad tym olbrzymem. ...
... Wybrałam. Pozwoliłam mu na siebie. Wzięłam jego twarz w swoje dłonie i spojrzeniem odszukałam jego oczy. Pokiwałam głową na znak, że się zgadzam i rozsunęłam szerzej nogi. Nie tracił czasu. Poczułam go głęboko w sobie, kiedy wszedł jednym pchnięciem. Następnie wysuwał się prawie cały, żeby znowu zatopić po granice. Robił mi to coraz szybciej, mocnej. Tak jakby biegł w letargu. Zrozumiałam, że nie tylko ja uciekam. I musiałam przyznać, że Mikołaj, jakiego znałam to była tylko maska. W łóżku emocje, które w sobie nosił sięgały zenitu. Zaczęło mnie boleć. Po każdym pchnięciu czułam tępy ból. Musiałam krzyknąć, bo zwolnił. - Przepraszam Sara, przepraszam… Pocałowałam go lekko w usta, a potem on wtulił się w zagłębienie między moją szyją a obojczykiem. - Do – koncz. Poruszł się teraz woniej, ale to tylko spotęgowało doznania. Poczułam, że nie wytrzymam tego dłużej. Gdzieś we mnie rodziło się ciepło. Kiedy wszystkiego było już za dużo, doznań, skóry, potu, wygięłam się w łuk i odpłynęłam. Moje mięśnie były cudownie wiotkie i czułam się lekka jak piórko. Mikołaj ruszył w ślad za mną, ale on dochodził głośno, napięty do granic możliwości. Czułam jak z każdym pchnięciem zostawia we mnie to napięcie, rozluźniania się. Kiedy skończył, opadł na mnie całym ciałem, a ja roześmiałam się cicho. Poczułam jak jego klatka piersiowa też porusza się lekko od śmiechu. To było nam obojgu potrzebne. Nigdy nie przeżyłam czegoś podobnego, tylko, co dalej?