-
Rumpelsztyk
Data: 17.08.2023, Kategorie: bajka, skrzat, szantaż, dziewczyna, czary, Autor: MrHyde
... skuliwszy się w kłębek, zaczęła płakać. — Co ja mam teraz zrobić? Jak mu nie dam złota, książę dowie się, że go okłamałam. Zabierze młyn ojcu, wypędzi mnie z zamku. Będziemy się tułać. Zostanę prostytutką?! — lamentowała coraz głośniej. — Co mi dasz, jeśli pomogę ci i tym razem? — odezwał się skrzat. Jak gdyby nigdy nic leżał przed nią na boku, opierając głowę na lewej ręce. Ubrany był jak poprzednio na czerwono. Łypał na Margrett prawym okiem. Lewe miał zamknięte. — Oddałam ci już moje złote serce. Nie mam nic więcej — odpowiedziała smutnym głosem. — Na pewno masz coś jeszcze. Pomyśl! — zachęcił skrzat. — Wszystko, co mam na sobie, należy do księcia. Nawet to siano nie jest moje. — dziewczyna rozłożyła ręce w geście bezsilności. — Hm — mruknął. — Możesz mi dać usta. — Usta?! — Tak, usta. Ja ci pomogę zrobić złoto, a ty mnie pocałujesz. Co ty na to? Dziewczyna zaskoczona obrotem sprawy gwałtownym ruchem zasłoniła buzię dłonią. Mimowolnie wsunęła palec między wargi, jakby chciała się upewnić, że obydwie są na swoim miejscu. — Więc mam ci dać buzi? — spytała jeszcze raz z niedowierzaniem. — Tak. Chcę, żebyś mnie pocałowała jak kochanego kawalera — odpowiedział skrzat spokojnie. Z tym że będzie musiała okazać przychylność księciu, okazać jak kobieta mężczyźnie, zdążyła się pogodzić już dzień wcześniej. Książę, mimo że całkiem już niemłody, był jeszcze atrakcyjnym mężczyzną. Ale żeby całować się ze skrzatem?! Nie, taka myśl w jej głowie ...
... jeszcze się nie zjawiła. — Ile masz lat? — spytała, przyglądając się poziomym zmarszczkom na czole i poziomym na policzkach.. — Czterysta. A może sześćset. Dawno straciłem rachubę. Więc jak? Pomóc ci? Pocałujesz mnie? — Pocałuję. Skrzat czym prędzej wziął się za robotę. Gdy pierwszy kur zapiał, Margrett poczuła swędzenie na policzku. Coś, jakby szedł po niej pająk albo mrówka. W półśnie przesunęła palcem po twarzy. Swędzenie minęło, ale tylko po to, żeby się zaraz pojawić na drugim policzku. Jeszcze raz po omacku przegoniła pająka. Tak jak poprzedniego ranka dziewczyna wspomniała o księciu, próbie i skrzacie pomagającym zamienić słomę w złoto. Pomyślała, że to sen, ziewnęła błogo, jakby leżała nie w swoim własnym, ciasnym łóżku. Przypomniała sobie o obietnicy złożonej skrzatowi. — Mały, pomarszczony, stary, z nosem jak u krogulca... i ja miałabym go pocałować? Fuj, fuj, fuj! Ale właściwie dlaczego by nie? Brzydki jest, ale za to nie taki zły jak ludzie. No i od jednego buziaka przecież nie umrę — zaśmiała się w myślach. — Nawet gdyby nie był to tylko sen, można by go skrzata pocałować. Na próbę. Raz. Pod warunkiem, że nikt się nie dowie. Kogut znów zapiał; pająk wrócił, tym razem na czoło. Między oczami podreptał na nos i nie zamierzał się tam zatrzymać. Dziewczyna powoli uniosła powiekę. Drugie oko otworzyło się samo, znacznie szybciej. Obok Margrett, na skraju łóżka siedział znajomy skrzat. Łypał obydwoma oczami, prawym zielono-żółtym, lewym błękitnym. ...