1. Rumpelsztyk


    Data: 17.08.2023, Kategorie: bajka, skrzat, szantaż, dziewczyna, czary, Autor: MrHyde

    ... nieruchoma, bez dechu. Chciała się odezwać, lecz nie znała imienia skrzata. Gdyby znała, wiedziałaby przynajmniej od czego zacząć. Na przykład: jak śmiesz, drogi Klausie, Hansie czy Zygfrydku! Nie znając imienia, nie miała jak wyrazić oburzenia. Przełknęła więc tylko ślinę i zamknęła oczy.
    
    — O, ja biedna! — szepnęła głośno, ku zdziwieniu dwórek ukrywających się za sianem.
    
    — Zaufaj mi, ślicznotko — roześmiał się skrzat nad wyraz serdecznie.
    
    — Nie mam innego wyjścia — odpowiedziała Margrett.
    
    Nieprawda. Zawsze jest jakieś wyjście. Można na przykład przyznać się, że się nie umie zamieniać słomy w złoto. Można się przyznać do kłamstwa. Ach, żeby tak kiedyś nastały takie czasy, że młoda dziewczyna nie musiałaby wbrew sobie i zdrowemu rozsądkowi spełniać nierealnych zachcianek rodziców. Bo przecież to młynarz wymyślił tę całą kabałę z przemianą słomy w złoto. To on jest winny.
    
    — Cieszę się, że się zgadzasz. — Skrzat z radości zamrugał najpierw lewym, potem prawym okiem, następnie jeszcze zamachał uszami. — Teraz nic nie mów i się nie ruszaj. Oglądaj tylko, co się będzie działo — powiedział dziewczynie na ucho.
    
    Wtem, bez ostrzeżenia dał susa w bok. Potem jeszcze dwa kocie skoki i zza sterty słomy dobiegł krótki pisk. Zafurkotało i z miejsca, w którym zniknął skrzat, wyskoczyła — nie, wyfrunęła — kolorowa postać przypominająca przerażoną perliczkę. Skrzat w tym samym momencie w trzech susach przebiegł prawie całą długość stodoły i wypłoszył z ukrycia drugą ...
    ... podglądaczkę. Coś do niej powiedział, tak szybko, że nikt poza nią nie był w stanie zrozumieć ni słowa i wnet znalazł się w jeszcze innym zakamarku. Znów pisk i trzepot skrzydeł.
    
    — Wiem, że tam jesteś. Wychodź! — krzyknął skrzat do czwartej dwórki. — Wychodź na środek, bo cię skrzywdzę! Dołącz do pozostałych.
    
    Udawać nieobecnej nie miało sensu. Służąca opuściła ukrycie ze spuszczoną głową.
    
    W ten sposób w ciągu mniej niż minuty skrzat zebrał służące księcia na środku stodoły. Podzielił je na pary.
    
    — Teraz macie stanąć twarzą do siebie. Blisko. Bliżej! — rozkazywał, a one słuchały. — Weźcie się za ręce! No, nie gapcie się na piękną Margrett tylko na siebie nawzajem. Prosto w oczy! Splączcie palce. Bliżej, bliżej, drogie panny. Macie czuć oddech koleżanki, macie się dotknąć nosami... Dobrze, pięknie, stójcie tak jak teraz, ani na pół cala mi się nie odchylać do tyłu.
    
    To powiedziawszy, podszedł po kolei do każdej z nich. Własnoręcznie ułożył ich dłonie na piersi i policzki drugiej kobiety w parze. Każdą pogłaskał po pupie i ściszonym głosem rozkazał, żeby się nawzajem zaczęły tak pieścić, jak same chciałyby być pieszczone przez swojego mężczyznę.
    
    — Czule, drogie panny, z miłością! Dotykajcie tak, jak same się dotykacie — dokończył, łowiąc spojrzenie Margrett z niekłamanym zainteresowaniem przyglądającej się tej scenie.
    
    Służki, czy to ze strachu, czy ze wstydu, posłusznie wykonywały wszystkie polecenia.
    
    Skrzat podszedł do Margrett. Podwinął językiem suknię. Mlasnął, ...
«12...8910...»