-
Woda (XIX)
Data: 28.08.2023, Autor: C10H12N2O
... wjechać. Strażnik machał Jackowi, żeby zawrócił. – Telefon jej rodziców nie działa. Nie odpowiada na moje listy. Proszę, mnie przepuścić. Jacek stał na biegu jałowym, mocno wciskając hamulec. – Nie powinienem nic mówić, ale doszło do wycieku chemikaliów. Strażnik pochylił się blisko samochodu Jacka, szepcząc przez okno. – Obawiam się, że nikt nie ocalał. Zabezpieczamy to miejsce, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo, a teraz proszę zawrócić. Zszokowany Jacek wrzucił bieg i zawrócił, ruszając we wskazanym przez strażnika kierunku. Jego piękna Sandra zniknęła. Popatrzył na obrączkę na swojej lewej dłoni, trzymając kierownicę. Szok sparaliżował go do głębi. Miał nadzieję, że na końcu myślała o nim. Dom wypełnił lament niemowląt. Lidia nie obwiniała męża za grę w golfa tak bardzo jak on ją obwiniał o wszystko. Wojsko było na tyle uprzejme, że wybudowało nowe pole golfowe nad jeziorem. Lidia przypuszczała, że przynajmniej tyle mogli zrobić, skoro odcięli wszystkie drogi z Pilchowa. Lidia tęskniła za chłopcami. Rafał wyjechał bezpiecznie na studia, a Dawid zniknął w dniu, w którym wszyscy ci źli ludzie zmienili się w zieloną maź. Lidia modliła się, żeby Dawida nie spotkał ten sam los. Oczywiście Patryk przekonywał ją, że Dawid uratował wszystkich i że teraz jest szczęśliwy w niebie, ale Lidia nie mogła w to uwierzyć. W każdym razie jej córeczka nie pozwalała jej zbytnio tęsknić za chłopcami. Cóż, naprawdę wszystkie dzieci w domu. Wyglądało na to, że ...
... Dawid z powodzeniem zapłodnił swoim nasieniem także ich gości. W życiu Lidii było teraz tyle radości, że nie mogła sobie pozwolić na smutek. Była też głęboka tęsknota. Ilekroć widziała młodego mężczyznę spacerując po Pilchowie, jej cipka tęskniła. Przypomniała sobie słodki, doprowadzający do szału seks, jaki uprawiała z synem, a potem gwałtowny, mroczny rytm jego przyjaciela Roberta. Ale najlepiej było zostawić te rzeczy za sobą. Musiała się zająć dziećmi i mężem. – Po prostu zamknij się i wsadź mi go w tyłek. Taaaaaaaaaaak! Samochód Amandy zakołysał się w jej garażu, gdy znajdowała się z nogami uniesionymi wysoko na tylnym siedzeniu. Widziała, jak córka zagląda do nich, ale Amandy to nie obchodziło. Kogo mogła osądzać Anita? W końcu podrywała więcej mężczyzn niż ona. Gdzieś za Anitą płakało dziecko, a osiemnastolatek odwrócił się wystraszony, oglądając się za siebie. Amanda nie potrafiła stwierdzić, czy to płakała córka Anity, czy jednak jej syn. W tej właśnie chwili nie obchodziło jej to. Potrzebowała tylko tego kutasa, by ją mocniej rżnął. – Chryste… uch… jesteś prawie tak duży jak on. – Jak kto… uch… uch… uch… pani Araszkiewicz? Radosław Dobrzyński wepchnął kutasa głębiej w jej wnętrze. Od dłuższego czasu nie uprawiał seksu z nikim poza matką i był zachwycony, że Amanda zaczepiła go, gdy szedł ulicą. – Robert… Robert… Robert. Jesteś prawie… tak duży… ugh… jak mój Robert. Oczy Amandy zezowały trochę, kiedy jądra młodego mężczyzny uderzyły ją w pośladki. Z ...