1. Woda (XIX)


    Data: 28.08.2023, Autor: C10H12N2O

    ... oszołomiona po wypadku samochodowym. Mariusz nie otrząsnął się z transu, a wszystkie pozostałe kobiety były sparaliżowane strachem. Sandra musiała stawić im czoła sama. Trzymała w dłoniach solidny krzyż z brązu. Był ciężki. Mogłaby wyrządzić nim krzywdę, gdy te dziwne kobiety wejdą do środka.
    
    Rozbiło się szkło, a między ławkami wylądowała kobieta w różowej, zwiewnej wzorzystej sukience. Ruszyła do głównej nawy, jej gumowate ramiona przesuwały się i pieściły drewniane ławki, gdy je mijała. Potem do środka dostała się inna kobieta i kolejna. Wkrótce w nawie znalazło się ich aż pięć.
    
    – Cofnijcie się wszyscy.
    
    Ale Sandra nie musiała tego mówić. Nie było innych ochotników do walki. Szkoda, że jej mama nie była w stanie jej pomóc. Sabina chętnie pokonałaby kilka z tych istot, pomyślała Sandra. Złe kobiety rzuciły się do biegu, pędząc w kierunku przedsionka. Ciało Sandry napięło się. Była gotowa.
    
    Nastąpiła odrażająca eksplozja, która obrzuciła cały kościół zieloną mazią. Sandra zamrugała, by usunąć to z pola widzenia. Teraz zostały naprzeciwko niej już tylko cztery kobiety. trzask, trzask, trzask, trzask i jeszcze więcej odgłosów mokrych eksplozji zza okien. Sandra otarła oczy wierzchem dłoni. Wszystko w zasięgu tych przerażających kobiet było pokryte zielonym szlamem. Ale gdzie te kobiety? Wszystkie zniknęły. Sandra osunęła się na podłogę.
    
    – Dzięki Bogu.
    
    – Co się stało?
    
    Ładna buzia Moniki również była oblepiona zielonym śluzem.
    
    – Myślę, że wszystkie… ...
    ... wybuchły.
    
    Sandra podczołgała się i przytuliła siostrę oraz matkę.
    
    – To koniec.
    
    – Potrzebuję prysznica. – Szepnęła Agata.
    
    – Ja też, Agatko. Chodźmy do domu.
    
    Sandra wstała i pomogła wszystkim się pozbierać.
    
    – Lepiej zabierzmy też pana Fogiela do naszego domu.
    
    – Jasne.
    
    Agata zarzuciła ramię matki na swoje ramiona i razem powoli podeszły do drzwi. Monika i zaginiona pani naukowiec zostały. W końcu był to kościół Moniki.
    
    – Czekaj, Dawid!
    
    Patryk obserwował, jak to wszystko dzieje się w zwolnionym tempie.
    
    – Nie rób tego.
    
    Ale było za późno. Jego przyjaciel chwycił przewód i skoczył z Robertem tuż za sobą. Patryk przyglądał się z otwartymi ustami, jak niebieskie pioruny elektryczności wystrzeliwały w górę i w dół metalowej nogi, w którą wpadli jego przyjaciele. Robot-pająk zatrzymał się i zesztywniał. Był owinięty niebieskimi płomieniami. W przeciwieństwie do wcześniejszej próby tym razem nie było bezpiecznika, który odciąłby zasilanie, a Patryk patrzył, jak jego skwierczący przyjaciele wpadają do wrzącej wody pod nimi.
    
    – Nie, Patryku.
    
    Dominika położyła mu rękę na ramieniu i powstrzymała go przed zanurkowaniem za nimi. Kabel nadal wysyłał bełty w głąb wody i do robota. Pozwoliła, by Patryk obrócił się do niej, a ona przytuliła jego głowę do swojej nagiej piersi.
    
    – Zgadza się, nie patrz.
    
    Ale Dominika obserwowała uważnie. Widziała dym unoszący się z kulistego ciała pająka. Skwierczenie trwało przez ponad minutę, aż w końcu przerwano zasilanie. ...
«12...789...12»