-
Dzika sytuacja cz.7 Ostatnia – Bardzo szczęśliwe zakończenie.
Data: 28.08.2023, Autor: andairalone
... stały trzy dziwne samochody, a na werandzie pięcioro dziwnych mężczyzn i kobieta. Płacząca kobieta. Boże. Była ubrana na czarno. I mój świat nagle stał się czarny, bo nie potrzebowałam już więcej wyjaśnień. Wróciłam do auta i przesiedziałam w nim parę godzin. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Nie chciałam o niczym myśleć i chyba nawet nie myślałam. Chyba płakałam. Pojechałam do domu, zjadłam i zasnęłam. Powtarzałam te czynności jeszcze przez kilkanaście dni. Gdy minął miesiąc, nadal w to nie wierzyłam. Wiedziałam, że muszę zobaczyć jego grób, żeby to do mnie dotarło. Dni zmieniały mi się w noce, puste serca i puste miejsca. Dużo o nim myślałam, gęsto o nim myślałam. Całe moje bytowanie polegało na myśleniu, analizowaniu i wspominaniu. Chciałabym, żeby te miesiące były wymazane. Chciałabym, żeby to tego nigdy nie doszło, żebym teraz żyła sobie beztrosko. Próbowałam naprawdę mocno, ale nie potrafię zapomnieć. Mimo wszystko teraz w głębi duszy zrobiłabym to jeszcze raz. Chociaż obwiniałam jego to również i siebie. Dlaczego mi nie powiedział? Dlaczego nie spytałam? Dlaczego, dlaczego i dlaczego. Nie rozumiałam tego, co czułam. *** Osiemnaście tygodni potem siedziałam z Zuzą na cmentarzu. Obok nas był jego brat, a naprzeciwko... Naprzeciwko był jego grób. Nie mogłam się z tym pogodzić, ale już mi trochę przeszło. Wiedziałam, że pewnego dnia zapomnę jego imię i tego pięknego dnia on utonie w utraconym ...
... przeze mnie bólu. Ale teraz ten ból domagał się by go czuć. Śmiałam się nawet, bo na jego grobie widniało imię Damian. Spytałam nawet o to jego brata. - Bo on był dziwny całe życie — odparł — rodzice nazwali go Aleksy, ale uważał, że imię nie będzie go definiować i że równie dobrze może mieć na imię inaczej. Nie wiem, dlaczego wybrał akurat moje imię, jak już mówiłem, był dziwny. Był dziwny do kwadratu. - A wiesz co, dam ci coś – zerwał się nagle — chodź. Pojechaliśmy do jego domu, a on wyjął z pudła jakąś płytę. To była płyta z filmem. Pornograficznym. Spojrzałam na jego brata ze złowrogą miną, ale on palcem wskazał na doklejoną karteczkę. "Pokazać Oli, żeby wiedziała, jak ma stękać”. Boże. Chyba znowu płakałam, ale to nie ważne, bo ta płyta stała się moją ulubiona płytą. Leżała sobie swobodnie na moim biurku przez następny rok, a spojrzenia moich znajomych powodowały tylko mój uśmiech. Uśmiech. On, Damian, jest moim niepewnym uśmiechem. Jest moją paraliżującą wątpliwością. Jest wszystkim tym, co ukrywam, mówiąc o sobie. Powodem, dla którego nie pozwolę, żeby to wszystko się powtórzyło. Obejrzałam ten film kilka razy, okazało się, że porno wcale nie jest takie obrzydliwe, a ta kobieta rzeczywiście rozkosznie jęczała. Ale koniec najbardziej mi się podobał, bo zamiast banalnego napisu "Koniec” Tam widniał inny, napisany i zamontowany przez Damiana. "Dobre rzeczy się kurwa nie kończą, one kończą się źle Olu”.