-
Nowe wątki i dziwne sny (V)
Data: 27.09.2023, Kategorie: sny, kryminał, Autor: BlueNight
... środek. Kolejne rundy i obok rajstop lądują jej buty. Nie mam ochoty na to patrzeć. Na ich pyski niczym u drapieżników osaczających ofiarę. Jak zbliżają się do niej z każdą chwilą. Coraz częściej głaszczą ją, podszczypują. W pewnej chwili ze wzrokiem wbitym w podłogę wstaje i obchodzi stół, po czym siada na kolanach „Jowialnego”. Na moment spogląda rozbieganym wzrokiem na „Czerwoną koszulę”. Rozmawiają o czymś, a łysy mężczyzna kołysze ją na kolanach. Nie widzę, gdzie ma dłonie, ale wiem, jak to teraz wygląda. Pragnienie wyrwania się z tego koszmaru i ucieczki narasta. Chcę jej pomóc, wyrwać ją z rąk tej zgrai, ale nie mogę. W pewnym momencie „Biała koszula” wstaje i podchodzi do przedsionka, gdzie stoję. Jest teraz tak blisko, że mogę poczuć zapach wódki w jego oddechu. Odwiesza białą koszulę na wieszak, odsłaniając porośniętą gęstymi włosami pierś. Cofam się o krok i kolejny, wypychana z domu przez nieprzekraczalną ścianę. Drzwi trzaskają, pozostawiając mnie na chłodnym podwórzu. Po dłuższej chwili, która ciągnie się, jakby trwała wieki, zbliżam się do okna. Przełykam ślinę i zaciskam palce, widząc obraz z wnętrza. Przez swoją pracę widywałam różne rzeczy, które zostają w człowieku. Rzadko przyjemne, głównie te złe. Tylko nie takie, komiksowo złe, zaplanowane, czy chociażby pchane czyimś zamysłem. Widziałam wiele złych rzeczy, które najprościej nazwać złem codziennym, jak ojciec bijący dzieci, matka uzależniona od leków, chłopców sprzedających się przyjezdnym ...
... turystom. Widok młodziutkiej, wiotkiej dziewczynki siedzącej na okrągłym stoliku z sukienką uniesioną do góry, pijanej i niezdolnej do oporu, nie był przyjemny. Żałowałam, że nie mam broni, albo chociaż, że nie mogę tam wejść. Bosa, brudna stopa unosiła się i drgała, a na niej wisząca para majtek. Na bladej skórze łydki i uda rozciągały się ciemne znamiona, bardziej przypominające tatuaże niż wrodzone zmiany. „Jowialny”, śmiejąc się do rozpuku, uniósł sukienkę odsłaniając pozostałym jej z rzadka pokryte włoskami łono. „Wąsik” i „Biała koszula” zaczęli rozpinać spodnie. „Czerwonej koszuli” nie było widać. Dopiero po chwili dostrzegłam, że usiadł na tapczanie z boku, kiwając się lekko i obserwował całość. Kolejny obserwator, ten jednak mógł coś zmienić. Osunęłam się na chłodną glebę i oparłam głowę o ścianę. Zamknęłam oczy, pozwalając perlistej łzie spłynąć po policzku, po czym utonęłam w ciemności i ciszy. Budzę się zlana potem. Patrzę na śpiącego Adama. Ma lekko rozdziawione usta. Zmieszana wyłuskuje się z objęć. Po chwili wciągam na siebie dresowe spodnie i bluzę i wychodzę na chłodne nocne powietrze. Idę w stronę jeziora, po czym staję w bezruchu patrząc na leniwie kołyszącą się toń i liść unoszący się w górę i w dół na wodzie, oświetlony tylko światłem księżyca. Sen wydaje mi się odległy, jedynie drobiazgi pozostały mi w pamięci, rozmyte przez wybudzenie. Liść unosił się w górę i w dół, niczym brudna bosa stopa. Wchodzę do pokoju i zrzucam z siebie dresy i naga siadam na ...