1. Nowe wątki i dziwne sny (V)


    Data: 27.09.2023, Kategorie: sny, kryminał, Autor: BlueNight

    ... według niego jest tam jedynie zrujnowana osada drwali, do której i tak nie ma dojazdu.
    
    – Szukaliście drogi? Może da radę się tam przebić?
    
    – Kiedyś była droga, jeszcze w latach 80., ale potem bagno ją pochłonęło.
    
    – Coś jeszcze?
    
    – Tyle że, jak chcą tam cokolwiek zrobić, to muszą przebijać się zimą, jak wszystko skuwa lód.
    
    – Psia mać. Może spróbować z helikoptera?
    
    – Myślisz, że nam go przyślą? Szef dzwonił do służby celnej, ale to może potrwać. Równie dobrze dzieciaki mogą być, gdzieś na Litwie, albo w byle szopie. Zrobili kółko przez Litwę i wrócili.
    
    – Ryzykowne, zwłaszcza z dwójką porwanych dzieciaków na pace.
    
    – Ryzykowne, ale cholera ich wie. Zresztą pod drzewami mogłaby się schować mała armia, tak tam gęsto. Przeglądaliśmy zdjęcia lotnicze całego terenu i nie ma śladu po tej osadzie. Zresztą tam w ogóle nic nie ma. Tylko drzewa i bagna.
    
    – Czyli wiemy, że ich gdzieś wywieźli, że jest ich kilku. Nie wiemy, po co i gdzie. Marek, kurwa mało wiemy.
    
    – Jak w tej całej sprawie. Nie musisz przeklinać.
    
    Rozłączam się i zaczynam obracać telefon w palcach, uświadamiając sobie, że tutaj jest tak wiele niewiadomych, że strach pomyśleć. Odkładam telefon na bok i powoli rozsznurowuje wysokie buty. Zmęczona zrzucam z siebie przepocone ubranie i naga kieruję się ku prysznicowi, pragnąc utonąć pod uderzającymi we mnie strugami lodowatej wody. Na szczęście autodestrukcyjne pragnienia znikają, gdy tylko pierwszy strumień zimnej cieczy uderza mnie w plecy. ...
    ... Natychmiast zakręcam wodę i dodaję ciepłej. Druga próba jest przyjemniejsza. Ciepła woda zmywa ze mnie pot, zabierając ze sobą zmęczenie, które przypomina mi ciężki koc. Gdy to wszystko znika, pozostawia po sobie przyjemną pustkę, którą może zapełnić jedynie odpoczynkiem i oderwaniem się od trudnej sprawy. Wylewam trochę żelu na gąbkę-rękawiczkę i zaczynam się cała szorować. Gdy szorstka powierzchnia zbliża się do piersi, odruchowo zaciskam uda. Przysiadam bezwolna wewnątrz prysznica i unoszę głowę, pozwalając by ciepła woda, uderzała mnie dalej w twarz i spływała po zamkniętych powiekach i policzkach, mieszając się z zabłąkanymi łzami. Chociaż próbowałam sobie dać z tym radę, wciąż wracają mi do głowy wspomnienia z tego przeklętego parku, lodowaty chłód paralizatora, ból uderzający w bok. Czasem wmawiam sobie, że jestem niezniszczalna. Tak, jak tam, gdy niesiona adrenaliną skopałam tych zboków. Potem jednak adrenalina znika, odporny, pancerny automat staje i spod skorupy wyłania się delikatne ciało. Kilka łez miesza się z wodą, gdy ciche łkanie zaciska mi się na gardle. Wyłączam prysznic, ale pozostaje jeszcze przez chwilę, siedząc w brodziku. Biorę głęboki oddech i wstaje. Zmywam z siebie pianę i resztki łez. Wyłaniam się z łazienki zawinięta w długi ręcznik. Wyciągam z torby podkoszulek na ramiączkach i białe, proste majtki. Spoglądam jeszcze w lustro – „muszę być silna”, myślę, patrząc na zaczerwienione policzki. Wciągam na siebie ubrania i kieruję się do kuchennego aneksu, ...
«12...789...16»