1. Przelotnej znajomosci pewne konsekwencje, a wlasciwie ich brak


    Data: 05.10.2023, Kategorie: Inne, Autor: Marcin Mielcarek

    ... i usiadłem obok. Nie gadaliśmy więcej, nie było takiej potrzeby.Zaczęliśmy się całować, wargi miała słodkie i miękkie, a język zwinny jak kot. Pomogłem ściągnąć jej tę koszulkę Stones'ów, pomogłem ściągnąć jeansowe spodenki, ona pomagała rozebrać mnie. Całowałem ją, całowałem wszędzie i jeździłem ręką po gorącym, nagim ciele i czułem, że to jest dobre, takie proste i dobre. Zdjąłem jej stanik i dwie miłe piersi zaczęły się do mnie uśmiechać, puszczały oko, jedna i druga. Przywarłem do nich ustami i to było pierwotne, ale było też boskie. Po chwili nie mieliśmy na sobie bielizny i siedzieliśmy teraz nadzy jak ci pierwsi przed obliczem Boga. Ja i ona. Nieznajoma Róża. Oczy czarną nocą. Włosy czerwoną krwią. Ciało boskim tworem. Adam i Ewa. Wygnańcy z raju, chcący odnaleźć własny.Zupełnie nie było sensu tak tego rozumieć.Bo w końcu usiadła na mnie i chociaż zaczęła subtelnie, to po chwili rozkręciła sięi pracowała biodrami coraz szybciej i szybciej. Nagle przestało mieć to jakikolwiek poetycki wydźwięk, bo nie było miłosnych uniesień, danse macabre kochanków, połączenia dwojga dusz. Był tylko ogień. Płonęła w zwyczajnym, fizycznym akcie, a ja płonąłem razem z nią. Jeździła po mnie jak szalona, skakała dziko i brutalnie. Trzy, cztery minuty i zawyła głośno, a ciałem targnął dreszcz. Opadła na mnie wciąż gorąca i mokra, oddychała ciężko, sprzedała kilka tanich buziaków. Potem niezgrabnie zeszła z moich ud i odwróciła swoje wciąż boskie ciało plecami. Pochyliła się, oparła o fotel ...
    ... i wypięła w moją stronę święcący na biało tyłek.– Teraz ty sobie ulżyj – rzuciła ot tak, rzuciła, jakby to była rzecz w świecie najzwyklejsza.Zrobiłem to więc, ulżyłem sobie jak rozkazała i nie było w tym nic poza zaspokojeniem popędu, nic poza dogodzeniem pierwotnym, jaskiniowym instynktom. Zwykły zwierzęcy akt. Do tego właśnie to sprowadziliśmy, ona i ja. Czasami tak to po prostu wygląda.– Włosy masz farbowane? – spytałem już po wszystkim. Siedzieliśmy teraz częściowo ubrani, a ona paliła przez otwartą szybę. Czułem się dziwnie, trochę nieswój. Na pewno gorzej niż przed tym wszystkim.– Tak. Oryginalnie jestem blondynką – odparła, zaciągnęła się i wypuściła dym przez uchyloną szybę.– A co robisz, kiedy nie odwiedzasz barów i nie siedzisz z nieznajomym w aucie?– Ty tak na serio? – zapytała pełna kpiny. – Nie musimy przecież gadać, zrobiliśmy swoje i było miło, naprawdę. Ale okej, skoro będzie ci lepiej, to pracuję w sklepie, na kasie. A ty?– Piszę różne teksty i staram się je opchnąć gdziekolwiek.– Co głównie?– Opowiadania.Uśmiechnęła się nieznacznie i to był drwiący uśmieszek. Nie winiłem jej za to.– No i co robisz, żeby wzięli takie twoje opowiadanie? – spytała lekko znudzona.– Dodaję trochę seksu. Na seksie zawsze da się zarobić – powiedziałem.– A to nie jest w literaturze gorszące albo tabu?– W ogóle jest to gorszące i tabu. To jedna z tych rzeczy, którą się robi, wszyscy robią,a o której się nie mówi, nikt nie mówi.Dopaliła papierosa i wywaliła go przez okno. Pomachała ...