-
Saga o gwiezdnej kobiecie, czyli wyznanie…
Data: 18.10.2023, Kategorie: wojna, smutek, kochanka, wspomnienia, samobójstwo, Autor: Agnessa Novvak
... przykrywałam ją najgrubszą kołdrą, jaką posiadałam, taką z jeszcze przedwojennego pierza. Bacząc na mróz za oknem, dołożyłam węgla i położyłam się obok, pod drugą, znacznie cieńszą narzutą. Przez kilka chwil zastanawiałam się, czy nie powinnam jeszcze porozmawiać z Anielą, może o coś zapytać albo wręcz się przytulić, lecz przytłoczona emocjami nie zauważyłam nawet, kiedy zasnęłam. Obudziła mnie smuga światła, wpadająca przez krzywo zaciągnięte zasłony. Przeciągnęłam się nieco teatralnie, chcąc niby to przypadkiem sięgnąć leżącej obok nowej współlokatorki, lecz ręka trafiła w próżnię. Poderwałam się gwałtownie i wiedziona podejrzanymi hałasami wpadłam najpierw do kuchni, a potem, nie widząc nikogo także i tam, do łazienki. Owszem, byłam co tylko obudzona i mocno skołowana zarówno fizycznie, jak i psychicznie po przeżyciach wczorajszego dnia, jednak przez te kilka sekund zobaczyłam dość. Zrozumiałam, że stojąca nago Aniela nie tylko wyglądała jak po pobycie w obozie, ale… czyżby naprawdę w nim kiedyś była? Bo o ile trupią chudość czy skórę przypominającą raczej zmięty papier mogłam jeszcze wytłumaczyć ciężkimi warunkami życia, o tyle przecinające całe plecy sine pręgi już nie. Kiedy zaś mnie dostrzegła, wówczas jakby celowo się odwróciła, pokazując brzuch pocięty źle zagojonymi bliznami, których na pewno wcześniej tam nie było. I zgięcia łokci, pokryte plamami nakłuć. Nie zdążyłam dobiec do umywalki i zwymiotowałam wprost na podłogę. A potem, gdy wyplułam z siebie już ...
... absolutnie wszystko, włącznie z żółtozieloną, ciągnącą się obrzydliwie flegmą, usiadłam i z bezsilności zaczęłam ryczeć. W tamtej chwili zrozumiałam jedno: niech się dzieje, co chce! Nie będę już kłamała. Nie będę udawała, że mnie to wszystko nie dotyczy. Nie będę! Za to na pewno postaram się ze wszystkich sił, by choć trochę wynagrodzić Anieli krzywdę. Od zaraz. Kiedy wreszcie doprowadziłam się do stanu używalności, mimo protestów zaciągnęłam ją do znajomej krawcowej, która obiecała wyczarować jakiś ładny a niekoniecznie drogi strój. Potem nakupiłam takich rarytasów jak całkiem spory kawał koniny czy wcierkę do włosów, a u zaprzyjaźnionego aptekarza udało mi się wyprosić słoiczek maści na zmiany skórne, choć kosztował krocie. I w każdej wolnej godzinie, minucie i sekundzie, gdy tylko byłam w domu, robiłam wszystko, by Aniela czuła się jak najlepiej. Nie przewidziałam jednej, acz fundamentalnej sprawy – mianowicie na pewne rzeczy po prostu nie miałam wpływu. O ile moje starania na początku przynosiły wyraźnie odczuwalny skutek, o tyle po krótkiej poprawie Aniela znów zaczęła wyglądać i czuć się coraz to gorzej. Na tyle, że jeszcze przed końcem miesiąca prezentowała się równie tragicznie, co w chwili naszego poznania. Kiedy zaś raz czy drugi dostała ataku krwawego kaszlu, którego mimo marnych prób nie potrafiła przede mną ukryć, nie wytrzymałam. Sięgnęłam do żelaznych rezerw na najczarniejszą godzinę i skontaktowałam się z lekarzem. Może i drogim, lecz przede wszystkim ...