-
Saga o gwiezdnej kobiecie, czyli wyznanie…
Data: 18.10.2023, Kategorie: wojna, smutek, kochanka, wspomnienia, samobójstwo, Autor: Agnessa Novvak
... domyślić. Usiadłam więc naprzeciwko i zaczekałam spokojnie, aż zje ciasto i popije je ersatzem herbaty. I dopiero gdy zaczęła odzyskiwać choć trochę ludzkie kolory na policzkach, oznajmiłam wprost: zostaje u mnie. I nawet niech nie próbuje protestować! A protestowała! Może i niezbyt energicznie, lecz zdecydowanie. Dopiero gdy walnęłam piąchą w stół i oznajmiłam prosto z mostu, że ma się mnie wreszcie przestać wstydzić i bać nie wiadomo czego, odpuściła. Ja zaś, nie czekając, aż znowu zmieni zdanie, zaprowadziłam ją do łazienki. Bo choć nie chciałam mówić tego na głos, stan jej higieny urągał wszelkiej godności… Postawiłam wodę na rozgrzanej do czerwoności kuchennej płycie i po niedługim czasie napełniłam nią zajmującą lwią część łazienki balię po brzegi. Po czym wręczyłam Anieli mydło, szczotkę, ręcznik i kazałam się rozebrać. Dla przyzwoitości wyszłam, by nie czuła się skrępowana, prosząc jeszcze tylko o pozostawienie odzienia przy wejściu. Gdy już to zrobiła, ostrożnie wrzuciłam przypominające bardziej szmaty do podłogi niż prawdziwe ubrania do gotującego się ługu, by chociaż spróbować doprowadzić je do stanu używalności. Albo zniszczyć do końca, bo i taką możliwość przewidywałam. O tym, że na wszelki wypadek będę potem musiała rozsypać tu i ówdzie trochę proszku przeciwko wszom, postanowiłam póki co nie myśleć. Starając się nie podglądać, położyłam za drzwiami najbardziej pasujące jej rozmiarem ciuchy i zaczęłam krzątać się po kuchni. Minęło pięć minut, dziesięć, ...
... piętnaście… W końcu Aniela weszła do pokoju – musiałam przyznać, że z czystymi włosami i wyraźnie zarumienionymi policzkami wyglądała nawet znośnie, choć moja koszula nocna i narzutka na ramiona wisiały na jej wychudłym ciele jak na strachu na wróble. Co prawda coś tam pomarudziła na widok oczekującego już talerza gęstej zupy, zasypanej utopionymi w smalcu kostkami ciemnego chleba, lecz jedno moje spojrzenie wystarczyło, by dała sobie spokój z udawaniem. Zaczekałam cierpliwie, aż wybierze z talerza ostatnie okruszki, potem dolałam jej naparu do szklanki, zaś do niego porządny chlust wódki. I słuchałam. Z początku urywanych zdań, które jednak dość szybko zamieniły się w spójną historię. Co prawda zdawałam sobie sprawę, że pewne wątki celowo pomijała – choćby ten, dlaczego po procesie uciekała przede mną jak Lucyper przed wodą święconą – jednak całość okazała się finalnie całkiem logiczna. I bardzo, baaardzo smutna, mimo że opowiadana z zaskakującym spokojem. Dopiero gdy Aniela dotarła do momentu, w którym jej wiedzeni wszechobecnym hurrapatriotyzmem synowie w ostatnich dniach pamiętnego sierpnia zadeklarowali, że jako harcerze będą bronić ojczyzny do ostatniej kropli krwi, zamilkła. Nie rozpłakała się, nie wznosiła lamentów, nie histeryzowała. Po prostu przestała opowiadać. Po czym wstała, przeprosiła – choć nie bardzo rozumiałam za co – i spytała nieśmiało, gdzie może się położyć spać, bo nie zauważyła w moim małym mieszkanku drugiego łóżka. Nie minął kwadrans, a ...