1. Saga o gwiezdnej kobiecie, czyli wyznanie…


    Data: 18.10.2023, Kategorie: wojna, smutek, kochanka, wspomnienia, samobójstwo, Autor: Agnessa Novvak

    ... aż w końcu nabrałam pewności. Tak, to była Aniela! I jej dwaj synowie, którzy – zgodnie z datami, wypisanymi wyblakłą farbą na kawałkach nadrdzewiałej blachy, przyozdobionej czymś, co kiedyś było chyba harcerską lilijką – polegli zaraz pierwszego dnia wojny. Zdawałam sobie sprawę, że powinnam zrobić raczej tysiąc innych rzeczy, lecz po prostu stanęłam przed nią jak gdyby nigdy nic, rozsunęłam podbity futrem kołnierz i uśmiechnęłam się na powitanie.
    
    Przez moment Aniela wpatrywała się we mnie, jakby upewniając się, czy dobrze widzi. Przez tę samą chwilę byłam święcie przekonana, że znów rzuci się do ucieczki, jednak tylko skrzywiła usta w pełnym zrezygnowania grymasie i opuściła głowę. Stałyśmy więc w milczeniu naprzeciwko siebie, aż w końcu otwarcie zaproponowałam, żebyśmy poszły do mnie i porozmawiały. Pierwszy raz od kilkunastu lat. Ostatecznie mieszkałam niedaleko, piecyk grzał przyjemnie, coś słodkiego też by się znalazło. Aniela coś tam wychrypiała, że musi już iść i nawet zrobiła parę kroków, gdy nagle się potknęła. I gdyby nie mój refleks, upadłaby bezwładnie na oblodzony chodnik.
    
    Już wcześniej coś mi nie pasowało, teraz jednak byłam pewna – nawet przez sztywne od mrozu, zdecydowanie zbyt cienkie paletko poczułam, jak bardzo schudła. Podniosłam ją z taką łatwością, jakbym dźwigała dziecko, a nie kobietę w sile wieku, po czym otrzepałam ze śniegu i nieznoszącym sprzeciwu głosem oznajmiłam, że idzie ze mną. Bo tak.
    
    Na miejscu szybciutko się zakrzątnęłam się i w ...
    ... kilka chwil postawiłam przed Anielą może i lekko przyschnięty, lecz wciąż jadalny placek z marchewki oraz parujące lipowym naparem szklanki. Po czym, niepytana o zgodę, zaczęłam ściągać z niej płaszcz. I się przestraszyłam.
    
    Teraz, w jasnym świetle lamp i ubrana w samą tylko spódnicę oraz sweterek, Aniela wyglądała, jakby uciekła z transportu śmierci. Spod cienkiej jak papier skóry prześwitywały sinawe żyły, oczy zapadły się głęboko, a zębom wolałam się nawet nie przyglądać. Że o ich policzeniu nie wspomnę. Owszem, naoglądałam się różnych rzeczy w życiu, ale czym innym było stykanie się z cierpieniem zupełnie obcych ludzi, choćby nawet umierających na moich oczach, a innym oglądanie kogoś, kogo znałam. I… musiałam to przyznać, choćby ze względu na uczciwość względem nas obu – szczerze i prawdziwie kochałam. Być może wciąż, bo sam widok Anieli, nawet w takim stanie i w takich okolicznościach, przyprawił mnie nie tylko o szybsze bicie serca, ale i niedające się pomylić z niczym innym drżenie w dole brzucha.
    
    Dłuższą chwilę rozważałam, co powinnam zrobić. Ostatecznie postanowiłam darować sobie całkowicie zbędne konwenanse i zapytałam Anielę, czy ktoś czeka na nią w domu – zgodnie z moimi podejrzeniami odpowiedziała, że nie. Kolejne pytanie, czy ma czym palić w piecu i co zjeść, zbyła nadto wymownym milczeniem. A skoro wyszła na trzaskający mróz w co najwyżej jesiennym, pamiętającym jeszcze naszą poprzednią znajomość ubraniu, to i poważniejszych braków w garderobie mogłam się ...
«12...789...21»