-
Saga o gwiezdnej kobiecie, czyli wyznanie…
Data: 18.10.2023, Kategorie: wojna, smutek, kochanka, wspomnienia, samobójstwo, Autor: Agnessa Novvak
... po prostu. Od zawsze bowiem znęcano się nad nią, poniżano i traktowano gorzej niż źle, lecz przy mojej pomocy nie tylko zaakceptowała własną naturę, a wręcz nauczyła się czerpać z niej przyjemność. A skoro nie mogłyśmy się już widywać, musiała znaleźć sobie nowych oprawców. Więc znalazła. Do pewnego momentu wydawało mi się, że miałam dość sił, by znieść coraz obrzydliwsze opisy okropieństw, które mi serwowała. Nawet jeśli parokrotnie musiałam odruchowo przysłonić dłonią usta, by nie zwymiotować na stół, jak choćby przy scenie z dwoma podstarzałymi małżeństwami, traktującymi ją nie tylko jak żywy worek do bicia, ale i toaletę. Albo kiedy wspomniała o spotkaniu z niedoszłym panem doktorem, który mimo dyscyplinarnego relegowania z medycyny tak bardzo pragnął poznać sekrety kobiecej anatomii, iż nie wahał się słono płacić za możliwość pogrzebania w tym czy owym… To jeszcze jakoś wytrzymałam, lecz w pewnym momencie Aniela doszła do zdecydowanie zbyt szczegółowej relacji, jak najpierw została naszprycowana jakimiś proszkami, a potem pozostawiona na łaskę i niełaskę niewyżytych uczestników czegoś, co zapowiedziano jej jako „niewinną wieczorną orgietkę pana barona Hómanieskiego”, a co faktycznie zamieniło się w festiwal zezwierzęcenia. Także dosłownego. Zwłaszcza w finałowym etapie, trwającym do białego rana w stajni. Szczęście w nieszczęściu, że tym razem zdążyłam dobiec do zlewu. No, prawie… Nie potrafiłam jednak, choć kolejne chlusty kwasu zalewały mi usta, wyrzygać ...
... wyrzutów sumienia, że wszystko to stało się przeze mnie oraz moje nieprzemyślane i nieodpowiedzialne decyzje. Nie mogłam pozbyć się sprzed załzawionych oczu każdej blizny, nakłucia czy śladu po przypaleniu, które wcześniej zrzucałam na sadyzm okupanta, a które okazały się być świadectwami zupełnie czegoś innego. Nie dawałam rady opanować niekontrolowanych skurczów ciała, nieumiejącego sobie poradzić z tak nagłym przejściem od podniecenia do wstrętu. Gdy wreszcie dowlekłam się z powrotem do pokoju, nie miałam już siły. Na wysłuchiwanie dalszego ciągu losów mej ukochanej, na przeprosiny, na pretensje, na płacz… na cokolwiek. Opróżniłam tylko butelkę z resztki nieprzyjemnie ciepłego alkoholu, próbując choć trochę uspokoić rozregulowany żołądek, po czym nie pytając o pozwolenie położyłam się na podołku Anieli i zamknęłam oczy. Kolejne dni spędziłam na odwiedzaniu miejsc, które w każdej innej sytuacji omijałabym wyjątkowo szerokim łukiem. Targowałam się ostro nie tylko ze Stachem, lecz także – gdy akurat moje wygórowane życzenia przerastały jego możliwości aprowizacyjne – z najgroźniejszymi zakapiorami, rezydującymi w najbardziej obskurnych melinach. Byle tylko zdobyć dla Anieli wszystko, na co zasługiwała, a czego los zawsze jej skąpił. Puchową kołdrę, mięciutką piżamkę z najdelikatniejszej bawełny, gołębie mięso na rosół, pachnące olejki… W końcu zaś, widząc jak cierpi, posunęłam się jeszcze dalej. Wparowałam bez kolejki do wiadomego lekarza, rzuciłam mu na stół wszystkie ...