1. Saga o gwiezdnej kobiecie, czyli wyznanie…


    Data: 18.10.2023, Kategorie: wojna, smutek, kochanka, wspomnienia, samobójstwo, Autor: Agnessa Novvak

    ... dobra nas obu. Na powrót naciągnęłam halkę na gasnącą w oczach Anielę, przykryłam ją szczelnie kołdrą i objęłam po raz ostatni. Zamknęłam oczy.
    
    Bałam się, że gdy wreszcie podniosę oświetlane porannym słońcem powieki, znów nie wytrzymam i się rozkleję, ale nie. Nie potrafiłam już dłużej rozpaczać. Resztkami sił przywołałam najwspanialsze ze wspaniałych wspomnień o Anieli – to, w którym kochałyśmy się po raz pierwszy. Kiedy wtulała się we mnie, tryskając namiętnością. Z rozpalonym licem i żarem w oczach, wyznająca rozedrganym emocjami głosem swe najintymniejsze sekrety. Wciąż nieśmiała i obawiająca się mojej reakcji, lecz z drugiej strony jakże odważna i zdeterminowana w osiągnięciu celu. Przepełniona pasją oraz chęcią życia. Szczęśliwa. I taką właśnie pragnęłam ją zapamiętać. Na zawsze.
    
    Tymczasem leżała biała jak kreda, chłodna, wpatrująca się we mnie szklistymi oczyma. A ja nie byłam w stanie nawet zapłakać.
    
    Nie uroniłam ani jednej łzy, kiedy ją przebierałam, uzgadniałam z księdzem i grabarzem niezbędne szczegóły, ani nawet na samym pogrzebie, na którym zresztą byłam jedyną żałobniczką. Zamiast smutku czułam raczej wzbierającą gorycz. Złość. Zawód. Poczucie tłamszącej wszystko niesprawiedliwości.
    
    Miałam dość. Wszystkiego i wszystkich. Na czele z samą sobą.
    
    I gdy tak siedziałam na ławeczce, wpatrując się beznamiętnie w ścięty mrozem wieniec, podjęłam odkładaną o wiele zbyt długo decyzję. Jedyną w moim mniemaniu słuszną. A nawet jeśli nie… cóż innego miałam ...
    ... zrobić? Walczyć dalej? Tylko po co? Z kim? Dla kogo? Aniela nie żyła. Rodzice nie żyli. Brat od przesłania owego tajemniczego zdjęcia nie odezwał się ani razu. Gita oskarżała mnie o całe zło tego świata, ze śmiercią Bynka na czele. Mnie zaś każdego dnia mogli zgarnąć w łapance i albo zastrzelić od razu, albo z zimnym okrucieństwem miesiącami torturować w jednej z owianych najgorszą sławą katowni, o których mówiło się, że nie ma stamtąd powrotu. Poza tym nie miałam najmniejszego zamiaru naiwnie udawać, że w ciągu tych kilku tygodni dzielenia nie tylko mieszkania, ale i łóżka z umierającą na gruźlicę Anielą, nie zaraziłam się od niej paskudztwem, które i tak prędzej czy później by mnie wykończyło.
    
    Teoretycznie w takiej sytuacji mogłam jeszcze ofiarować swoje życie ojczyźnie, zgłaszając się do wykonania jakiegoś zadania z góry skazanego na niepowodzenie, lecz najzwyczajniej w świecie nie potrafiłam się zdobyć na takie poświęcenie. Smutna prawda wyglądała tak, że byłam tchórzem. Chwiejem, cykorem i strachajłą. Już sama wizja zgłoszenia się do odpowiedniej komórki konspiracyjnej dalece przerastała moją wrodzoną odwagę – nie mówiąc o ryzyku uznania mnie za nasłaną przez okupanta prowokatorkę – a co dopiero mówić o wykonaniu jakiejś akcji? Poza tym, co miałoby to niby być? Zorganizowanie zamachu na kogoś tak ważnego, że ucieczka z założenia byłaby skazana na niepowodzenie? Wparowanie jak gdyby nigdy nic do restauracji czy innego tramwaju
    
    i wystrzelanie tylu wrogów, ilu się dało, a ...
«12...151617...21»