1. Saga o gwiezdnej kobiecie, czyli wyznanie…


    Data: 18.10.2023, Kategorie: wojna, smutek, kochanka, wspomnienia, samobójstwo, Autor: Agnessa Novvak

    ... na koniec wysadzenie się granatem? Wolne żarty… Zawodowym egzekutorom w takiej sytuacji mogłaby zadrżeć ręka, a co dopiero mnie. Zrezygnowałam więc szybko z tego pomysłu i postanowiłam, że zakończę życie inaczej. W do bólu zwyczajny sposób.
    
    W ciągu ledwie paru dni – i oczywiście przy wydatnej pomocy Stacha, który nauczony doświadczeniem na szczęście nie zadawał zbędnych pytań – upłynniłam wszystko, co jeszcze miałam wartościowego, zostawiając sobie jedynie ubranie oraz parę osobistych drobiazgów, których nie byłam w stanie ot tak się pozbyć. Mimo że właściwie nie były już do niczego potrzebne. Porozliczałam też wszystkich klientów, uprzedzając ich jednocześnie, by koniecznie znaleźli sobie nową księgową.
    
    W noc poprzedzającą Wigilię praktycznie nie spałam, chcąc zdążyć ze wszystkim, co sobie zaplanowałam. Bardzo dokładnie. Z samego rana zaniosłam więc co bardziej potrzebującym znajomym jeszcze ciepłe chleby, wypieczone z pozostałych resztek mąki, potem rozliczyłam się z nawiązką z właścicielką mieszkania, aż wreszcie około południa zostały mi do załatwienia jeszcze tylko dwie sprawy. Wzięłam pod pachę wciąż buchające parą świąteczne ciasto, wsadziłam w kieszeń ostatki biżuterii i poszłam w odwiedziny do sąsiada. Oraz jego kuzynki, bo także – a może przede wszystkim – z nią chciałam się zobaczyć.
    
    Przeprosiłam, że w tak nagły i bezczelny sposób stawiam ich przed faktem dokonanym, lecz muszę wyjechać. Na zawsze. I pragnę pożegnać się najlepiej, jak tylko potrafię. ...
    ... Wyściskałam Stacha, niepotrafiącego ukryć nie tylko wzruszenia, ale i zwyczajnego smutku, a później, nie próbując nawet pytać o zgodę, zawiesiłam na szyi Izabeli srebrny łańcuszek, a na palce wsunęłam dwa błyskające kamieniami pierścionki. I – chociaż w głębi duszy wiedziałam doskonale, że pod żadnym pozorem nie powinnam tego robić – położyłam dłoń na jej przeuroczo uśmiechniętym policzku. I dotknęłam ustami jej ust. Jakże cudownie słodkich. Miękkich. Wilgotnych…
    
    Całowałam długo. Bardzo długo. Podchodząc pod samą granicę nawet nie namiętności, a czystego pożądania. Po czym, nie czekając na jakąkolwiek reakcję, ostentacyjnie oblizałam wargi i wyszłam.
    
    Nie minęło pół godziny, a stałam pod wejściem do gospody. Tej samej, w której powinnam była się zjawić lata wcześniej. Niestety i tym razem los postanowił ze mnie zakpić, gdyż za ladą nie dojrzałam ani burzy blond loków, ani kasztanowego koka, ani tym bardziej rudej koafiury, tylko nieco zaniedbany warkocz, należący do nieznanej mi dziewczyny. Chcąc nie chcąc zapytałam ją o Lusię, Kristę i nawet Rojzę, ale dowiedziałam się tylko, dwóch pierwszych nie było tego dnia wcale, a trzeciej… cóż, najwidoczniej od moich czasów nic się nie zmieniło, bo wciąż przesiadywała całymi dniami w kantorku, nie pozwalając nikomu przeszkadzać. Po takich wieściach przez chwilę zastanawiałam się, czy po prostu bezczelnie nie wtarabanić się na górę, lecz ostatecznie poprosiłam tylko o kawę – prawdziwą i z cukrem, bo ten ostatni raz nie miałam zamiaru ...
«12...161718...21»