1. Saga o gwiezdnej kobiecie, czyli wyznanie…


    Data: 18.10.2023, Kategorie: wojna, smutek, kochanka, wspomnienia, samobójstwo, Autor: Agnessa Novvak

    ... sobie odmawiać – papier i coś do pisania.
    
    Na początku myślałam, że braknie mi czasu i dostarczonych przez kelnerkę kartek, gdy zaledwie pod koniec drugiej strony zorientowałam się, że napisałam już wszystko. Naprawdę. Podziękowałam za współpracę i znajomość? Tak. Wytłumaczyłam, dlaczego postanowiłam ze sobą skończyć? Też. Pożegnałam? Aż nadto wylewnie. I co dalej? Ano nic. Skoro bowiem nie było w pobliżu nikogo, kto odpowiedziałby na dręczące mnie pytania, to samo ich zadawanie mijało się z celem. Widocznie miałam nigdy się nie dowiedzieć, co właściwie stało się ostatniego dnia mojej pracy. Albo na przykład dlaczego obdarzona wybitnie żydowskim nazwiskiem Rojza nie tylko wciąż prowadziła restaurację, ale wręcz przyjmowała w niej przedstawicieli tak bardzo antysemickiego reżimu, jaki tylko można było sobie wyobrazić. Cóż…
    
    Położyłam na ladzie wszystkie pieniądze jakie mi jeszcze pozostały, przykryłam je listem i przycisnęłam pustą już filiżanką. I to wszystko.
    
    Teraz pozostawało mi już tylko czekać. Pragnęłam jeszcze ten jeden, ostatni raz zobaczyć pierwszą wigilijną gwiazdkę, która jednak tego dnia miała zwiastować nie nadejście, a koniec życia. Gdy zaś się pojawiła, wiedziałam już, że mój czas nadszedł. Szybkim krokiem podążyłam nad niedaleką rzekę, całkowicie ignorując zerkający na mnie z nieukrywaną podejrzliwością patrol. Nie miałam jednak najmniejszego zamiaru przejmować się ani tym, ani po prawdzie niczym innym. Już nie.
    
    Wychylałam się parokrotnie poza ...
    ... barierkę, aż w końcu znalazłam odpowiednie miejsce, w którym bystry nurt był widoczny nadto wyraźnie. Niby mróz ostatnimi czasy nie ściskał zbyt mocno, jednak mimo wszystko cokolwiek głupio byłoby skoczyć i zamiast zniknąć pod lodem, jedynie połamać na nim nogi…
    
    Nie zwracając zupełnie uwagi na pokrzykiwania biegnących ku mnie żandarmów, stanęłam na balustradzie. Przeżegnałam się, zamknęłam oczy i rzuciłam w oczekującą mnie otchłań.
    
    Już po sekundzie wiedziałam, że bardzo, ale to baaardzo pomyliłam się we własnych przewidywaniach. Wyjątkowo naiwnych, oderwanych od rzeczywistości i po prostu głupich. Wydawało mi się, że najtrudniejsze będzie samo podjęcie decyzji, pójście na most i skok. A potem tylko zaczekam, aż zabraknie mi oddechu, mając przed oczami najwspanialsze ze wspaniałych wspomnień, a na ustach spokojny błogi uśmiech pogodzenia się z losem. I już. Odejdę w spokoju oraz godności, by spotkać się z największymi miłościami życia w wiecznym…
    
    Kurwa, co za brednie!
    
    Najpierw tysiące lodowatych igieł wbiło się we wszystkie odsłonięte części ciała: dłonie, kostki, kark, a przede wszystkim twarz, paląc skórę żywym ogniem. Nasiąkający błyskawicznie płaszcz ciągnął mnie na samo dno, skutecznie uniemożliwiając jakiekolwiek próby ocalenia, podejmowane przez walczące rozpaczliwie ciało. Nie dość, że nie potrafiłam opanować napędzanego przez wyjący instynkt samozachowawczy szamotania, to przede wszystkim nie chciałam! Pragnęłam już tylko wypłynąć na powierzchnię! Pragnęłam na ...
«12...171819...»