1. Saga o gwiezdnej kobiecie, czyli wyznanie…


    Data: 18.10.2023, Kategorie: wojna, smutek, kochanka, wspomnienia, samobójstwo, Autor: Agnessa Novvak

    ... nowo zaczerpnąć życiodajnego powietrza! Pragnęłam żyć! Tak mocno jak nigdy wcześniej!
    
    Nie będąc w stanie już dłużej wstrzymywać oddechu, zachłysnęłam się napierającą bezlitośnie wodą. Odruchowo otworzyłam oczy i dostrzegłam gdzieś nad sobą migoczące światełka, jakby ktoś omiatał lód latarką. A może tylko mi się zdawało? Zresztą to nie miało żadnego znaczenia – wiedziałam, że przecież nikt i nic nie mogło mi już pomóc.
    
    Po raz ostatni w życiu przymknęłam powieki…
    
    Wówczas poczułam ukłucie niepewności. Jakby kawałeczek otaczającego mnie świata nagle wypadł z właściwego sobie miejsca, odsłaniając niedającą się niczym wytłumaczyć pustkę. Tylko dlaczego? Przecież wszystko było w najlepszym porządku! Pokój i fotel. Ja i Rojza. Mój narzeczony, mąż i kochanka.
    
    I wtedy nagle zrozumiałam! Przecież to było absolutnie niemożliwe, bym nagle znalazła się w tamtym miejscu i czasie! Całkowicie niedorzeczne i przeczące wszelkiej logice! Nawet gdybym naprawdę przeżyła coś takiego z Rojzą – co samo w sobie było wystarczająco nierealne – to nie mogłabym porównywać tych doznań z jakimikolwiek innymi, bo one miały miejsce później! Całe lata później!
    
    Otrząsnęłam się gwałtownie, chcąc wybudzić się z tego absurdalnego… widu? Mary? A może jednak całkowicie prawdziwego wspomnienia, które wcześniej było skryte tak głęboko w czeluściach pamięci, że nie byłam nawet świadoma jego istnienia? Na powrót spojrzałam na Rojzę, która zdawała się blaknąć i rozmywać, podobnie jak pokój dokoła niej. ...
    ... Wszystko zatracało kształt, niknąc w gęstniejących cieniach.
    
    Zatrzepotałam powiekami raz i drugi, lecz tym razem obraz już nie znikał – widziałam nadto wyraźnie ten sam pokój tej samej Rojzy, tyle że tym razem rozświetlony nie promieniami słońca, a zatopiony w słabym blasku pojedynczej lampy naftowej, zawieszonej na haczyku pod sufitem. Przeciągnęłam roztrzęsioną dłonią po sztywnej od krochmalu kołdrze, która wydawała się tak samo realna, co duszący zapach kojarzący się z kadzidłem i palonymi ziołami, drażniący napuchnięte gardło. Podniosłam się ostrożnie na łokciach i powolutku zaczęłam skupiać wzrok na detalach: począwszy od pozastawianego różnymi dziwnymi, jakby wyciągniętymi z apteki przedmiotami, przez mój własny płaszcz oraz suknię, złożone starannie na krześle tuż obok, aż po wiszący na ścianie kalendarz, pokazujący pierwszy dzień roku tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego. Pod nim zaś… Rojzę! Śpiącą sobie spokojnie na fotelu! Dokładnie tym samym, który był świadkiem naszych perwersyjnych ekscesów, tyle że wyraźnie bardziej zużytym, z poprzecieranymi bokami i wyblakłym tu i ówdzie kolorem.
    
    Stęknęłam z radości i zaskoczenia jednocześnie. Nie tyle na sam jej widok, bo ostatecznie kogo innego miałabym się tutaj spodziewać, lecz z powodu zmian, jakie w niej zaszły. A raczej ich braku. Nie widziałyśmy się przecież… no, dobrych kilkanaście lat, a w przeciwieństwie do mebla wyglądała identycznie. Owszem, była ubrana w inną suknię, zaś wytworną koafiurę zamieniła na ...