1. Schody do nieba (II). Święty ogień


    Data: 05.11.2023, Kategorie: sekta, nieznajomy, Autor: Man in black

    ... euforia zostaje wyparta. Pojawia się ból. Na początku nieznaczny jednak szybko przeradza się w uporczywe nieznośne palenie.
    
    Kiedy pojawia się wewnętrzny ogień, jego twarz wykrzywia agonia. Dostaje drgawek. Nie może usłyszeć nerwowego głosu Aurelii, która krzyczy DOŚĆ. Hinduska cofa ręce. Adam chwilę pozostaje w tej samej pozycji. Z rękami rozłożonymi jakby był ukrzyżowany, wpada w konwulsje. Po chwili leży na podłodze i zwija się w kłębek. Wyje, choć własnego głosu również nie słyszy. Jego ścięgna pracują każde swoim rytmem. Mięśnie napinają się i rozluźniają. Wygląda jak marionetka, którą obsługuje szalony lalkarz. Na szczęście dla siebie traci przytomność.
    
    Otwiera oczy i mruga kilka razy, chcąc w ten sposób wyregulować ostrość. Przed nim majaczy jakaś plama. Potrzebuje jeszcze kilku sekund. Jasny kleks zaczyna się formować, przybiera określony kształt i formę. Wie już, że to czyjaś twarz. Kolejne sekundy przynoszą przełom. Patrzy na kogoś jak przez źle wyregulowany obiektyw. Kiedy wszystko nagle zaskakuje, ma przed sobą Aurelię. Widzi jej zatroskanie. Widzi ją w sposób niezwykle wyraźny. Widzi każdy por skóry. Każdą zmarszczkę. Każdą niedoskonałość. Mimo to cieszy się na ten widok.
    
    – Wszystko w porządku? – pyta kobieta.
    
    – Nie wiem, ty mi powiedz... – rozgląda się w poszukiwaniu tej drugiej.
    
    – Nie ma jej tu – zgaduje znajoma – odpoczywa w swoim pokoju. Jeśli czujesz się na siłach, chodźmy stąd.
    
    *
    
    Na zewnątrz jest ciemno. Okolica dopiero teraz wygląda ...
    ... upiornie i widmowo, jednak kierowca nie zwraca na to większej uwagi. Czuje się jakby wpadł pod pociąg. Jest rozdygotany. W głowie ma chaos. Nie może pozbierać myśli. Rusza ostrożnie i kieruje się zgodnie ze wskazówkami współpasażerki.
    
    Kiedy zatrzymuje się przed bramą i patrzy, jak kobieta ją otwiera, jak brama zacina się, a ona szarpie się z nią, mężczyzna czuje, że doznaje deja vu. Podobnie jest, kiedy już stoją przy drzwiach. Gospodyni siłuje się z jednym zamkiem, drugim i wreszcie trzecim. To wszystko jest takie znajome, ale on nawet nie wie, jak tutaj dotarli. Chce być już w środku.
    
    Aurelia sadza go na tapczanie. Sama od razu dokłada do pieca. Słychać tylko węgiel grzechoczący o blaszaną węglarkę. Później huczący ogień, który rozbudził się przy pierwszych czarnych ochłapach. Wreszcie słychać znajome tykanie zegara. Powoli świat wokół mężczyzny uspokaja się. Właścicielka antykwariatu wciska mu w ręce kubek. Jest ciepły. Moczy w nim usta. Smakuje mu.
    
    – Pij, to ci pomoże.
    
    – Co to?
    
    – Zielona herbata, przecież nie jestem czarownicą – próbuje się zaśmiać, ale słabo jej wychodzi.
    
    – Co ona mi zrobiła?
    
    – Rozbudziła twoje kundalini... niepotrzebnie trwało to tak długo. Przeprasza cię.
    
    – Ile czasu tam w ogóle spędziliśmy?
    
    – Sześć godzin.
    
    Słowa wiszą przez chwilę w powietrzu jak zły omen. Trudno mu w to uwierzyć. Czuje się dziwnie. Nagle uświadamia sobie, że czeka go podróż powrotna. Na samą myśl dostaje dreszczy.
    
    – Oczywiście nie muszę ci chyba mówić, ...
«12...101112...»