-
Księgarnia (II)
Data: 29.12.2023, Kategorie: koleżanka, bez zdrady, prawdziwa miłość, tym razem nikogo nie ukatrupię, Autor: XXX_Lord
... choć to było bardzo miłe. Zalega nieco krępująca cisza, podczas której wpatrujemy się przez kilkanaście sekund wzajemnie we własne oblicza. - Wypijmy jeszcze po jednym i chodźmy spać, zanim zrobimy coś, czego oboje będziemy później żałować. – Nalewa wódkę. – Nie wznosiłam dzisiaj ani razu tego toastu, aż mi wstyd. Twoje zdrowie, panie Kalinowski. - Dzięki, pani Adamczuk. – Ostatnia lufa tego wieczoru ląduje w moim żołądku. – Sprzątamy dzisiaj? - Niee zostaw, – Jagoda ziewa potężnie, zasłaniając usta – jutro po śniadaniu wstawię wszystko do zmywarki. – Wstaje od stołu. – Dobranoc, Bartek. Do jutra. -- Dom spokojnej starości w podwarszawskim Józefowie. Muszę odpracować tam sto godzin, zgodnie z wyrokiem sądu. Nie powiem, że jestem tym zachwycona, ale wolę przebywać tam, niż dostać półtora roku za pobicie. Zdecydowanie tak. To tak naprawdę dwanaście i pół dni roboczych, co prawda nie będę tam spędzała pięciu dni w tygodniu, bo dochodzą jeszcze próby, no i zrobienie czegoś w domu, ale w miesiąc powinnam się z tym opędzlować. Zresztą, dwadzieścia cztery godziny już za mną i wcale nie ma takiej tragedii, jakiej się spodziewałam. Wyobrażałam sobie, że trafię do umieralni starców, ze smrodem fekaliów, naftaliny, poczuciem beznadziei i nadchodzącej śmierci. Tymczasem znalazłam miejsce, gdzie – przyznaję bez ogródek i z lekkim poczuciem wstydu wobec siebie, bo moje przewidywania okazały się na szczęście nietrafne – spotkałam miłych i przyjaznych sobie ludzi, ...
... dobrze się bawię i nie czuję, żebym przychodziła tu za karę. Oczywiście, nie jestem kierowana do najtrudniejszych „przypadków”. Taka pani Czesia, nie poruszająca się dziewięćdziesięciolatka, wymaga całodobowej opieki. Z myciem, pomocą w toalecie czy jedzeniu. Nią zajmują się wykwalifikowani pracownicy, a mnie zostawili „łatwiejszych” pensjonariuszy. Zresztą z personelem też się skumplowałam, choć nie ze wszystkimi. Okazało się, że jednym z pielęgniarzy jest fan Fledged, który przeżył szok rozpoznając mnie, jeszcze większy, kiedy dowiedział się, że odeszłam z zespołu. A szczęka opadła mu do samej ziemi, założyłam kitel pomocnika, wyjaśniając, że „ja tu gościem nie jestem, tylko pracuję. Społecznie. Z powodu pobicia fanki po koncercie”. Od tej pory spoglądał na mnie z lekkim strachem. Najzabawniejszy jest pan Miecio, osiemdziesięcioletni dziadzio, największy kobieciarz i bawidamek, jakiego spotkałam w moim trzydziestoczteroletnim życiu. - Pani Jagódko – Śmieje się do mnie. Nie do wiary, flirtuje ze mną gość starszy od mojego ojca – ależ pani dzisiaj wygląda. Gdyby nie to, że karmią mnie tu jakimiś prochami i organ już nie taki sprawny, jak kiedyś, to poszalałbym z panią tak, że te wszystkie stetryczałe dewoty, robiące na drutach piętro wyżej wzniosłyby modlitwy w sprawie wypędzenia szatana z naszego przybytku. - Panie Mieciu – odpowiadam śmiejąc się głośno – gdyby nie fakt, że tutaj pracuję, to dawno rozkręcilibyśmy tutaj taki balet, że wszystkim pensjonariuszkom ...