1. Księgarnia (II)


    Data: 29.12.2023, Kategorie: koleżanka, bez zdrady, prawdziwa miłość, tym razem nikogo nie ukatrupię, Autor: XXX_Lord

    ... pospadałyby cyckonosze na podłogę, a imprezy po koncertach byłyby porównywalne do przedświątecznego kolędowania.
    
    Śmiejemy się oboje tak, że z oczu ciekną nam łzy.
    
    - Co by na to pani narzeczony powiedział, Pani Jagodo?
    
    - Nie mam narzeczonego, jestem sama i dobrze mi z tym.
    
    - Niech pani koło mnie na chwilę usiądzie. – Bierze mnie za rękę. – Proszę.
    
    - Mam dużo pracy – Opieram się – panie Mieciu, naprawdę nie mogę.
    
    - Praca nie zając – Staruszek jest uparty, jak osioł – proszę siadać, długo nam nie zbędzie czasu.
    
    - No dobrze – Zgadzam się niechętnie, domyślając się, o czym chce rozmawiać – ale naprawdę muszę zaraz uciekać.
    
    Następuje dłuższa chwila ciszy, przyglądamy się oboje dwóm zawzięcie walczącym o pilota do telewizora pensjonariuszkom. Bitwa jest na tyle ciężka i zażarta, że do akcji musi wkroczyć jeden z pielęgniarzy.
    
    - Pani Jagodo – Pan Miecio wreszcie zaczyna mówić – jak pani myśli, dlaczego nikt mnie tu nie odwiedza?
    
    Zastanawiam się dłuższą chwilę.
    
    - Nie mam pojęcia, a nie chciałabym zgadywać. – Taktownie unikam tematu śmierci członków rodziny czy innych przypadków losowych.
    
    - Proszę się nie krępować.
    
    - Nie wiem, żona zmarła, a nie ma pan dzieci?
    
    - Pudło, drogie dziecko. – Staruszek uśmiecha się smutno. – Miałem cztery żony, z ostatnią rozwiodłem się kilka lat przed trafieniem tutaj. – Ściska lekko moją dłoń. – Wie pani, że pobyt tutaj kosztuje, prawda? – Kiwam głową na znak zrozumienia. – Byłem inżynierem budownictwa, ...
    ... budowałem całe osiedla w Warszawie i okolicach. Miałem mnóstwo pieniędzy, byłem młody, przystojny. – Puszcza do mnie oko, a ja uśmiecham się do niego – No i miałem powodzenie u kobiet, nie ukrywam tego. Cztery żony nie wzięły się z powietrza, prawda? – Milknie na chwilę, a ja zaczynam domyślać się, do czego zmierza.
    
    - Mam trzynaścioro wnucząt, piątkę dzieci. Utrzymuję kontakt z jedną wnuczką, która czasem przyjeżdża do mnie, z domowej roboty rosołem. Reszta rodziny nie chce mnie znać, mimo, że żony zgarnęły lwią część mojego majątku i nie pracując, z wyjątkiem jednej z nich, żyją za to, co dostały ode mnie przy rozwodach. To, co chcę ci przekazać, drogie dziecko, – Znowu używa tego samego zwrotu, mówiąc do mnie na „ty”. Szczerze mówiąc, zupełnie mi to nie przeszkadza, a w jego ustach brzmi miło, tak „dziadkowo”. – to co bardzo ważnego. Nie próbuj być na siłę sama, ale też nie przebieraj w mężczyznach. Ja robiłem to samo z kobietami i zobacz, jak skończyłem. Samotnie, w jedynym miejscu, gdzie mogę mieć kontakt z ludźmi. Żyjąc w samotności, w mieszkaniu, dawno bym umarł.
    
    - No ale zupełnie nikt do pana nie przyjeżdża? Przecież to okrutne z ich strony.
    
    - Nikt. – Wzrok pana Miecia staje się twardy. – Żyję tu ze swojej emerytury, która w całości pokrywa koszt przebywania w przybytku. Gdyby mieli mnie jeszcze z czego obłupić pewnie kręciliby się wokół, jak sępy. Ale z racji tego, że moje oszczędności stopniały po rozwodach sama widzisz, kto troszczy się o ojca i dziadka. Nikt. ...
«12...121314...42»