-
Księgarnia (II)
Data: 29.12.2023, Kategorie: koleżanka, bez zdrady, prawdziwa miłość, tym razem nikogo nie ukatrupię, Autor: XXX_Lord
... Wracając do twojej osoby – Wpatruje się we mnie intensywnie – jesteś muzykiem, masz kontakt z ludźmi. Znajdź sobie jakiegoś inteligentnego i spokojnego absztyfikanta. Ty jesteś dynamiczna kobieta, potrzebujesz kogoś, kto trochę cię stonuje, czasem usadzi i da do wiwatu, – strzelam udawanego focha, na co pan Miecio zaczyna się głośno śmiać – ale nie jełopa, który będzie pod twoim pantoflem. Masz kogoś? - Panie Mieciu, – Moje usta uśmiechają się, ale wewnątrz czuję, że ma rację. I wcale nie jest mi do śmiechu, bo moje ciało i biologia upominają się o coś, co powinnam dać światu. Ale z kim? – dziękuję za rady. Naprawdę doceniam je, jest pan doświadczonym, bardzo mądrym i dobrym człowiekiem, – Przywołuję na twarz najcieplejszy uśmiech, jaki jestem w stanie z siebie wydobyć. – ale każdy układa sobie życie sam. I ja też chciałabym to zrobić, nawet, jeśli ścieżka, którą obrałam jest w pańskiej opinii błędna – Daję mu buziaka w policzek, jego skóra jest sucha i ciepła. – Dziękuję. Powrót do domu dłuży mi się jak jasna cholera. Na dodatek Płowiecka stoi w korku, bo jakiś bałwan wjechał w tyłek drugiemu, przy zjeździe na nitkę w kierunku Trasy Siekierkowskiej. Na miejsce docieram po ponad godzinnej batalii za kierownicą. Zmęczona, głodna, spocona i wściekła otwieram drzwi z hukiem je zamykając. - Matko, myślałem, że drzwi wyleciały z zawiasów. – Przestraszony Bartek, ubrany w fartuch kuchenny wypada zza futryny. – Co się stało? - Jestem zła, głodna i chce mi się pić. To ...
... tak pokrótce. – Ze wściekłością ciskam torebką wgłąb szafy. – Poza tym mam ochotę komuś przypierdolić, więc ostrzegam, że wystarczy jedna iskra. – Kalinowski spogląda na mnie milcząc. – No co, mam chujowy nastrój, jestem przed okresem, a na dodatek w drodze był korek i zamiast jechać czterdzieści minut toczyłam się prawie półtorej godziny. Kurrwica mnie weźmie! - Idź połóż się na chwilę do salonu, zrobiłem obiad. – Wygania mnie gestem w stronę kanapy. – No idź, nie chcę cię tu widzieć takiej nabuzowanej. Przez pierwsze dziesięć minut leżenia jestem tak wściekła i rozemocjonowana, że mam ochotę pieprznąć pilotem w telewizor, a potem zdjąć sprzęt z haka i wypierdolić go z hukiem z ósmego piętra na dół. - Obiad. – Na stół w salonie wjeżdżają młode ziemniaki z mizerią i jakimś mięsem, chyba wołowina. – Zjedz coś, a potem do wanny. - A co, śmierdzę? – Odpyskowuję spoglądając zaczepnie w jego kierunku. - Nie obwąchiwałem cię dookoła, ale skoro tak uważasz, to tym bardziej powinnaś tam pójść, nie sądzisz? - Słuchaj, Kalinowski. Życie ci zbrzydło? – Mój głos jest cichy, a Bartek chyba orientuje się, że nie jestem w nastroju do żartów – Proszę cię, przestań próbować ze mną walczyć, bo skończy się jatką. - W porządku. – Wycofuje się w do kuchni – Zajmę się swoimi tematami. Zjadam obiad, bardzo smaczny, który nieco mnie uspokaja, a kiedy zalegam, zgodnie z jego życzeniem, w wannie z letnią wodą, wściekłość powoli zaczyna ustępować. Dawno nie byłam tak wkurzona. I ...