-
Księgarnia (II)
Data: 29.12.2023, Kategorie: koleżanka, bez zdrady, prawdziwa miłość, tym razem nikogo nie ukatrupię, Autor: XXX_Lord
... Uśmiecha się wstając. – Idę się ogarnąć. Świetny wieczór. Bezwietrznie, ale nie upalnie. Ziemia oddaje nagromadzone przez cały dzień ciepło, czuję się miło, kobieco i... bezpiecznie. Mieszkamy ze sobą kilka dobrych tygodni. Poznałam jego przyzwyczajenia, Dobrze gotuje, jest uporządkowany, systematyczny i zazwyczaj spokojny. Wiem, kiedy się złości, jak to robi i... nauczyłam się trochę, jak tego unikać. Działa na mnie uspokajająco. Czuję się z nim bezpieczna i lubię go. Jest inteligentnym, wrażliwym i taktownym mężczyzną. Takim, który na pierwszy rzut oka wydaje się być przeciętnym i nie robiącym wrażenia, ale po bliższym poznaniu... Jest kimś, z kim... Chciałabym spędzić trochę życia. A może całe? Boję się zrobić kolejny krok... Czuję strach. Bo była Marta, którą Bartek kochał i w dalszym ciągu kocha na zabój. Wiem o tym, bo na jego komodzie stoi jej zdjęcie. A ja jestem jej siostrą-bliźniaczką i nie mam ochoty widzieć w jego oczach spojrzenia, którym obdarzył mnie podczas pierwszej wizyty w jego mieszkaniu, w styczniu. Nie chcę, żeby widział we mnie Martę. Cholera, kurwa! Wreszcie jest facet, który nie dyma połowy fanek na koncercie, nie zagląda mi notorycznie w cycki, czy nie zdradza co chwila. I kiedy chcę zrobić kolejny, w mojej opinii, naturalny krok, nie mogę. Bo powstrzymuje mnie widmo mojej zmarłej siostry. A Bartek jeszcze nie otrząsnął się po jej śmierci, mimo że minęło sporo czasu. - Jest dość późno. – Zerkam na zegarek, pół ...
... godziny po północy. – Zbieramy się do domu? - Jesteś zmęczony? – Na moje pytanie kiwa twierdząco głową – No to jedźmy. – Nieco rozczarowana wyjmuję telefon i dzwonię po taksówkę. Chciałam jeszcze trochę pochodzić, zwłaszcza, że lekki wiaterek, który się zerwał przyjemnie chłodzi moją skórę. Ubrana w sukienkę na ramiona i sandałki, czuję się pierwszy raz od dawna kobieco. Jak na prawdziwej randce, mimo że on tak do tego nie podchodzi. Tak mi się wydaje. Jest dziwnie cichy i jakby przygaszony. W drodze powrotnej panuje między nami cisza. Cicho grające radio w taksówce i szum samochodu daje poczucie przytulności. W połowie drogi czuję, jak jego dłoń nieśmiało chwyta moje palce i wsuwa się między nie, lekko ściskając. - Napijemy się wina w domu? – Uśmiecha się do mnie lekko, jakby przez ten wieczór zrzucił niewidzialny ciężar z pleców. – Wiem, że miałaś jeszcze ochotę zostać, ale chciałem wrócić. - Tak, chętnie. – Oddaję uścisk i uśmiech. Lubię ten wyraz jego twarzy, lekko rozmarzony, chłopięcy, ale jednocześnie widać w nim dojrzałego mężczyznę. Kogoś, kto ma już trochę lat na karku, ale nie jest zgrzybiałym, zgorzkniałym dziadem, zrzędzącym i pomstującym na niesprawiedliwość życia. Po wyjściu z samochodu wciąż trzyma mnie za rękę. Trochę nieśmiało, jakby bał się, że ją zabiorę, albo opieprzę go za zbytnie spoufalanie się. Nie, Bartku. Sama tego chciałam. Czy chcę czegoś więcej? Czy odważę się to zrobić? - Jagoda. – Zdejmując sandałki w przedpokoju słyszę ...