1. Księgarnia (II)


    Data: 29.12.2023, Kategorie: koleżanka, bez zdrady, prawdziwa miłość, tym razem nikogo nie ukatrupię, Autor: XXX_Lord

    ... to!
    
    - Cześć. – Odwraca się do mnie i całuje w policzek. – Nie rozumiem, jak można chcieć kupić tu mieszkanie. Okolica jest nawet, nawet, ale blok to rudera.
    
    - Nie wszystkich stać na apartamenty na Grochowie, pani Adamczuk. – Odbijam piłeczkę i zamykam za nią drzwi w przedpokoju. – Napijesz się czegoś?
    
    - Tak, wódki – Uśmiecha się do mnie, zdejmując kurtkę. – Żartowałam, wódki później. Może być woda. A w temacie apartamentów to przecież mieszkam w bloku starszym od twojego, więc przestań robić sobie jaja, Kalinowski i idź po tę wodę. – Popycha mnie lekko z uśmiechem w kierunku kuchni.
    
    - Dużo masz gratów?! – Słyszę jej krzyk z pokoju.
    
    - Trzy torby. – Odpowiadam, wchodząc do pokoju. Upija nieco wody ze szklanki. – Wszystkie meble zostają, po książki przyjadę sam jutro. Dzisiaj tylko ciuchy.
    
    - Nie żal ci? Mimo wszystko lubię to mieszkanie. Jest przytulne. – Spogląda na mnie szeroko otwartymi, zielonymi oczami. – Czuję w nim pozytywne wibracje.
    
    Czy jest mi żal?
    
    Tak.
    
    Nie. Nie jest.
    
    Nie potrafiłbym mieszkać w nim dłużej bez Marty.
    
    - Chodźmy już. – Podnoszę się z fotela i łapię za torby stojące obok. – Jest dość późno, chciałbym się rozpakować.
    
    - Spokojnie, nie ma się co spieszyć, mamy piątek, pamiętasz? Ty masz chyba jutro wolne, prawda? – Kiwam głową na potwierdzenie. – Próbę zaczynam o trzynastej, więc pośpiech jest zbyteczny. – Winda trzęsie się i łomocze, instynktownie reaguję napięciem całego ciała, ze strachu przed awarią.
    
    Wychodzimy i ...
    ... kierujemy się do samochodu. Wrzucam torby do bagażnika i siadam obok niej.
    
    - Gotowy? – Jagoda spogląda na mnie z błyskiem w oku. – No to patrz.
    
    O kurwa! Dziesięć minut później modlę się o to, żeby szczęśliwie dojechać do celu. Adamczuk za kierownicą prezentuje temperament zbliżony do życia codziennego – w trakcie tych sześciuset sekund zdążyła nawrzucać dwóm kierowcom, a także pokazać "faka" i przekroczyć prędkość o ponad czterdzieści kilometrów na godzinę w miejscu, gdzie stoi znak z ograniczeniem do sześciu dych.
    
    Nic nie mówię. Siedzę cicho.
    
    Parkujemy pod blokiem przy Igańskiej.
    
    - Eee, mówiłaś, że się nie spieszymy. – Głos lekko mi drży.
    
    - Kłamałam. – Z nikłym uśmiechem otwiera drzwi i pstryka przełącznikiem bagażnika. – Chodź już. Jesteś blady, jakbyś zobaczył ducha.
    
    - Bo czułem się, jakbym został przewieziony bolidem Formuły Jeden, a warszawskie ulice to niekoniecznie dobre miejsce na wyścigi, zwłaszcza w marcowe, piątkowe popołudnie, do cholery.
    
    - Bartuś, przestań się bulwersować – odpowiada miękko patrząc mi prosto w oczy – dojechałeś cało? W czym problem? Jeżdżę od siedemnastu lat i miałam jeden wypadek, kiedy nieprzytomna emerytka wjechała mi w dupę na skrzyżowaniu.
    
    - Ehh, nie chce mi się z tobą prztykać. – Zrezygnowany macham ręką. – Które piętro?
    
    - Ósme. – Obserwuje mnie rozbawiona spod zmrużonych powiek – Napijesz się ze mną wódki? Mam ochotę się dzisiaj zbambuczyć.
    
    - Zbam co?
    
    - Schlać, najebać, ubzdryngolić, nawalić, skotłować, ...
«12...8910...42»