1. Pociąg (I)


    Data: 10.01.2024, Kategorie: pociąg, pończochy, studenci, rozkazy, Autor: historyczka

    ... sukni zostaje "odłączona od stada" po czym pochwycona przez grupę śniadych i czarnych wyrostków, wygłodniałych, spragnionych w obcym kraju kobiety. Nachalne dłonie wędrują po jej ciele wszędzie... Jej tyłek, uda, piersi - zostają zmacane brutalnie.
    
    Czarne ręce wsuwają się pod suknię, jej majtki szybko stają się strzępem i nie chronią już jej brzoskwinki, którą już szturmują nachalne palce.
    
    Jednak macanie cipki, to jedynie preludium. Marta zostaje wciągnięta w jakąś bramę, a tam już chucie bwzwzględnych agresorów domagają się swego. Elegantka w porwanej sukni sylwestrowej staje się po kolei łupem każdego z nich. Czuje zapach ich egzotycznego potu, brudu i... spermy.
    
    Może się jedynie zastanawiać, jakie dziecko przyjdzie jej niańczyć - śniade, czy czarne?
    
    To wspomnienie spowodowało, że w pociągu nauczycielka rozemocjonowała się do granic.
    
    Tymczasem robociarskie łapska grasowały już pod stanikiem na dobre.
    
    Kobieta zaczęła piszczeć. Jednak nie dość, że nie przyniosło to upragnionej pomocy, to jeszcze spowodowalo przyspieszenie działań ciemiężycieli.
    
    Piersi spotkało dotlkiwe miętoszenie, łącznie ze szczypaniem sutków, zaś dłonie na udach wsunęły się głębiej pod spódnicę.
    
    Wtedy stało się to, czego się Marta obawiała.
    
    - Słuchajcie! Ona nie ma majtek!
    
    - Uuuu! To dlatego damulka sama się pchała w nasze łapy!
    
    Poczuła dłonie masujące jej muszelkę, jednocześnie wyczuwała, na udach, że ich drągi jeszcze bardziej nabrzmiały.
    
    "Boże! A ja, głupia cipa, ...
    ... wilgotnieję w takiej sytuacji... Żeby tylko nie odważyli się na coś więcej!"
    
    - Patrzcie! Jest mokra! Bez majtek, w takiej krótkiej miniówie, pończochach i seksownych kozaczkach, jak myslicie, czego paniusia oczekuje?!
    
    "Boże! Co za wstyd! Rzeczywiście prezentuję się jak jakaś ladacznica! Jakbym sama się prosiła..."
    
    Jakby czytali w jej myślach.
    
    - Sama się prosi...
    
    - Dupodajka!
    
    To słowo cięło Martę jak bicz.
    
    "Dupodajka! No tak... sama się proszę... o danie... dupy!"
    
    Te słowa i myśli, ku zaskoczeniu historyczki, rozpalały ją do czerwoności.
    
    Podobnie jak grube, robotnicze palce w jej ciasnej jaskince, urządzające jej ostrą palcówkę.
    
    Wydawało jej się, że odlatuje.
    
    Wtem lokomotywa zaczęła hamować. Stacja docelowa dla pracowników fabryki. Karnie ruszyli do wyjścia, pozostawiając oszołomioną Martę na środku korytarza.
    
    Do przedziału weszła, chwiejąc się na nogach.
    
    - Słyszelismy, że coś tam pani krzyczała, czy nawet piszczała, ale przez tę czeredę robotników nic nie było widać. - Patrząc na nią z zaciekawieniem, Tadeusz wskazał: - Ma paniusia pogniecioną bluzeczkę i przesuniętą spódniczkę.
    
    Nauczycielka zawsydziła się, drżącymi rękoma poprawiła w pośpiechu ubranie.
    
    - Czy spełniła pani polecenie? - Odważnie zapytał Grzegorz.
    
    Kobieta kiwnęła głową.
    
    - A to trza pokazać! Udowodnić! - Dopominał się urzędnik.
    
    "Chyba nie chcą, żebym podnosiła do góry spódnicę?! Nie... no pewnie, że chodzi im o pokazanie zdjętych majtek."
    
    Otworzyła torebkę i ...