1. Pociąg (I)


    Data: 10.01.2024, Kategorie: pociąg, pończochy, studenci, rozkazy, Autor: historyczka

    ... wyciągnęła koronkowy skrawek materiału.
    
    - Musimy komisyjnie sprawdzić! - Uśmiechając się podstępnie, Tadzio wyciągnął rękę.
    
    Marta wahała się, w końcu jednak, nadal drżącą dłonią, podała mu.
    
    Referent był wniebowzięty. Rozciągał je, by jak najlepiej wyeksponować współtowarzyszom.
    
    - Patrzcie jakie skąpe! Fikuśne. A jakie seksowne! Muszą zgrabnie opinać pupcię pani nauczycielki!
    
    "A to ci z niego swawolnik! Tak! Jeszcze wącha!"
    
    Kobieta peszyła się, gdy urzędas pastwił się nad jej figami.
    
    - Komisja, to też my! - Dziarsko włączył się Grzegorz i przejął majtki od starego.
    
    Studenci oglądali je, rozciągając, badając wytrzymałość materiału.
    
    Tadzio tymczasem wydał kolejny rozkaz.
    
    - Pani Marto. Wymieniła pani pierwszych chłopaków i ostatnich. To teraz tych pośrodku prosimy.
    
    Historyczka speszyła się.
    
    "A co będzie, gdy uznają, że pojawiło się ich zbyt dużo? Pomyślą, że byłam łatwa do zdobycia? Że miało mnie wielu mężczyzn? No, ale zacznijmy... Cnotę straciłam w sanatorium... Pozbawił mnie jej pan Waldi, sanatoryjny, nałogowy Casanowa, dobrze po czterdziestce. Jak się okazało, bezwględny kolekcjoner dziewiczych wianków... Przecież ja mu się nawet trochę opierałam... ale on potrafił mnie uwieść... naiwną zwabił do swojego pokoju... Zrazu delikatny... potem brutal! Ależ mocno mnie wygrzmocił, mimo mojego oporu! Aż trzeszczało łóżko.
    
    Czy to jednak nie podniecające, zdradzać im intymne sekrety ze swojego życia?"
    
    - Coś się paniusiu tak zamyśliła? ...
    ... Prosimy!
    
    - No dobrze... Więc był też pan Waldemar... pod pięćdziesiątkę, ja wtedy byłam młodziutka... taki tam sanatoryjny związek...
    
    Mężczyźni siedzieli z kwaśnymi minami, jakby zazdrościli Waldkowi, sanatoryjnemu lowelasowi.
    
    Tadzio wpadł na kolejny pomysł - polecenie.
    
    - Pani Marto, jeszcze jedno zadanie dla pani. Proszę usiąść każdemu z nas na kolanach!
    
    Nauczycielka zdziwiła się i zaoponowała. Lecz jednak wkrótce dała się przekonać.
    
    "Czyż to nie będzie rozkoszne, usadowić tyłek każdemu z panów na kolanach?! Z jakąż lubością będę mogła się tam umościć... pokręcić moim zgrabnym kuperkiem... A może nawet wyczuć na nim, jak panowie są podnieceni obecnością mojej pupci..."
    
    Jako pierwsze, lądowiskiem dla zadka historyczki, stały się kolana najbardziej nieśmiałego - Mariusza.
    
    - A teraz... pani Marto.... - Urzędnik wpadł na kolejny pomysł, z którego był niezmiernie dumny. - Recytuj o kolejnym swoim chłopaku... czy też bardziej może facecie... siedząc na kolankach! U każdego o innym! Ale cóś więcej, niż do tej pory!
    
    - Ależ panowie... nie za dużo tych polecń dla mnie... skromnej dziewczyny...
    
    Jednak pod wpływem namów, uległa.
    
    "No tak... będę teraz siedziała na kolanach chłoptasia... i czując na posladkach jego twardego kija, będę wspominała innego, który takowymż instrumentem wobec mnie operował... czyż to nie podniecające? Arcypodniecające!"
    
    Mariusz chrząkał i wiercił się. Drżały mu kolana pod wpływem tak erotycznej sytuacji, wręcz obawiał się, czy ...