1. S jak Sierpce


    Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black

    ... normalnie, choć trudno jej ukryć rozdrażnienie.
    
    – Jak myślisz, może trza tu weterynarza ze wsi sprowadzić, co by zajrzał do świń? – mąż dalej swoje.
    
    – Może... – Teraz również ona się zamyśla – przy okazji, może zajrzy nie ino do świń, co? – gospodyni rzuca uszczypliwą uwagę.
    
    – To może jutro pojadę traktorem.
    
    – Józek, do ciężkiej cholery – kobieta wreszcie nie wytrzymuje – czy ty mnie w ogóle słuchasz?
    
    – O co ci chodzi? Przecież śniadanie pyszne jest. Jużem mówił.
    
    – Skaranie Boskie z tym chłopem. Jak do ściany, no jakbym z obrazem gadała...
    
    Zalega cisza. Janina opiera się dłońmi o kredens i zaczyna odliczać ile minie czasu, aż zacznie jej wyrzucać, że przecież sklep dla niej zrobił, że ręce sobie przy świniach urabia, a ona tak mu odpłaca. Nie mija pół minuty, kiedy mężczyzna się odzywa.
    
    – Ja już nie wiem, o co ci idzie, co? Nic ci nie pasuje. To ja ci sklep zrobiłem, przy świniach chodzę od świtu, a ty ino gderasz i gderasz.
    
    Rozmowa dobiega końca. Przynajmniej według Janiny. Kobieta ustępuje, macha ręką i po śniadaniu wdrapuje się mozolnie po drabinie, taszcząc ze sobą miednicę pełną mokrej pościeli i ręczników. Może jak kiedyś spadnie i się zabije, dotrze do jego zakutego łba, że żony trza czasem słuchać.
    
    *
    
    Gabrysia idzie do sklepu na zakupy. Wciąż ma w pamięci wczorajszy wieczór. Wróciła do domu jak na skrzydłach. Jakby się na nowo narodziła. Najdziwniejsze jest to, że kiedy kładli się z Wieśkiem w nocy spać, była tak pobudzona, że po ...
    ... raz pierwszy od niepamiętnych czasów, wyciągnęła rękę pod kołdrą i złapała go za przyrodzenie. Mąż szybko złapał wiatr w żagle i rzucił się na nią jak tygrys. Co to była za noc. Aż iskry leciały.
    
    Teraz musi się podzielić dobrymi wiadomościami z Janiną. Ścieżka prowadząca na ganek gdzie wisi szyld Sklep „u Janiny”, jest odśnieżona. Kobieta wchodzi po betonowych schodach i otwiera drzwi. Koleżanka stoi za ladą i wkłada puste butelki po piwie do plastikowej skrzynki.
    
    – Pochwalony – rzuca od progu Gabrysia.
    
    – A, na wieki wieków – sklepowa wkłada ostatnią butelkę, prostuje się i uśmiecha do znajomej. – Nic tylko piwska i wina by kupowali, te chłopy nasze. Pijusy cholerne.
    
    – Tak to już jest z chłopami na wsi – Gabrysia kiwa głową ze zrozumieniem.
    
    – A miastowe, to myślisz, że inne?
    
    – Chyba tak nie żłopią. Weź, na ten przykład Leona. Kiedy go widziałaś ostatni raz trzeźwego?
    
    – A wczoraj tu był kurwi syn. Dziesiąta rano, a on już nos czerwony jak ta marchewka – kobieta szturcha marchewkę ułożoną w skrzynce za jej plecami.
    
    – No i właśnie, toć o tym mówię, nie?
    
    – Coś ci potrzeba? A może kawy się napijemy, jak masz czas. Skoczę tylko do domu, zaparzę i pogadamy, co?
    
    – A niech tam. – Gabrysia macha ręką na znak zgody.
    
    Chwilę później siedzą na skrzynkach, popijają kawę i prowadzą ożywioną rozmowę. W pewnym momencie do sklepu wchodzi Rysiek, piekarz. To dzięki niemu mają świeże pieczywo, a i do wsi wozi swoje wypieki. Dobry jest w tym fachu, jakby się tak ...
«12...101112...39»