-
S jak Sierpce
Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black
... najświętszej spowiedzi... * Jest południe. Słońce znika za sinymi chmurami. Szare niebo spowija Sierpce, czyniąc z kolonii widmową okolicę, przypominającą bardziej miraż niż realną osadę. W stodole u Genka trwa zebranie. Jest tutaj Wiesiek, Rysiek piekarz i właśnie w tej chwili wchodzi Wacław. – Zamknij dobrze – instruuje go Genek – nie trza nam tu dodatkowych uszu. Większa część stodoły jest wypchana sianem, aż po wysoki sufit. Na przeciwległej ścianie wiszą rzemienie, skórzane pasy, sierp i mnóstwo innych drobiazgów. W powietrzu wirują drobinki kurzu i siana, widać je szczególnie w smugach światła wpadającego do środka przez szpary w ścianie. – Panowie, do rzeczy, bo mi stara będzie buczeć, że żłopię z wami piwsko. – Niecierpliwi się piekarz. – No dobra, Wieśkowi źle się śniło – Genek rozgląda się po zebranych. – Wiemy dobrze, że nie można lekceważyć jego snów. Piekarz spluwa na podłogę, przytakując z pełną powagą. – Słuchajcie, kiedy ostatni raz widzieliście leśniczego? – Wiesiek pociera nos wierzchem dłoni. – Ja, żem go widział jakiś tydzień temu – Wacław zerka na kolegów. – A wy? – Ja rozmawiałem z Arnoldem ze cztery dni temu – przyznaje piekarz. – Chciałem, żebyśmy się napili wina, ale powiedział, że nie może, bo kogoś poznał. – O to, to, to... właśnie. – Wiesiek chrząka nerwowo. – Poznał kogoś, a wie kto, co to za jedna? Skąd ona? Bo chyba nie nasza? – Na pewno nie tutejsza – Genek wkłada zapałkę do ust, strasznie chce mu się palić, ...
... ale w stodole nie pali, taką ma zasadę. – I co, baba od razu oduczyła go pić? – Co robimy? – Wacław przestępuje z nogi na nogę. – Zimno to jak skurwisyn. – Złożymy mu koleżeńską wizytę – decyduje Wiesiek. – Genek, po mojemu, to najlepiej będzie zaprząc konie i saniami pojechać. Traktor niepotrzebnie narobi hałasu. – Już dawno mówiłem, że mieszkać w Kopydłowym lesie, to nie jest rozsądnie. – Przyznaje Wacław, kręcąc głową. – Dobra, spotykamy się tu za półtorej godziny. Niech każdy weźmie strzelbę, a ty Wiesiek – wskazuje kolegę palcem – przynieś też poświęcone naboje. Lepiej dmuchać na zimne. Masz jeszcze? – Mam. – Ja przygotuję konie i sanie. No co? Nie stójcie jak widły w gnoju – natychmiast przypomina mu się Anka i czuje przyjemny skurcz w dołku. – Bierzemy się do roboty. * Niebo sinieje jak dojrzałe limo. Półmrok sączy się na ziemię, zapowiadając rychły wieczór. Czterech mężczyzn wjeżdża saniami do lasu. Nie rozmawiają ze sobą. Są grubo poubierani, mróz szczypie jak zaskroniec. W oddali majaczy stary młyn. Wiesiek zerka w tamtą stronę. – Podobno jakiś przybłęda się tam wprowadził, do młyna. – Nie naszą rolą jest zajmować się dziadem – wyrokuje Genek. – Mamy swoje do zrobienia. – Baby cosik koło niego zaczynają skakać. Moja chyba sprzątać mu dzisiaj szła. Myśli, żem głupi, ale ja, żem głupi nie jest. – To lepiej pilnuj baby, co by ci jej dziad nie wydupcył – rzuca Wacław i wszyscy się śmieją. Wszyscy z wyjątkiem Wieśka. Tymczasem sanie ...