-
S jak Sierpce
Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black
... znikają w lesie. Gęsto porośnięte drzewa sprawiają, że jest tu jeszcze ciemniej. W oddali słychać dzięcioła. Lekki wiatr kołysze koronami drzew, a te poskrzypują na mrozie jak stare zmęczone kości. Jadą niecały kilometr krętą drogą. Konie charczą, puszczając z ust kłęby pary. Wreszcie docierają do miejsca, w którym po prawej stronie jest trochę łąki. Widzą dym idący z komina. Przed domem stoi zaparkowany stary dżip. Zatrzymują sanie przy drodze. – Dobra, to jak, pukamy? Czy od razu wchodzimy? – Genek szuka podpowiedzi u kolegów. – Po mojemu, to zapukajmy – Wiesiek ściska strzelbę. – Nigdy nic nie wiadomo... Idą pod drzwi i Genek uderza w nie kilka razy pięścią. Odpowiada im cisza. Rysiek podchodzi do okna i zagląda do środka. Niestety nic nie widzi, ktoś zasunął zasłony. – Dobra panowie, czas pukania minął – Genek kreśli na piersiach znak krzyża, a za nim pozostali. Mężczyzna jednym silnym kopnięciem niszczy drewniany skobel znajdujący się po drugiej stronie. Drzwi uderzają z impetem w ścianę. Mężczyźni wchodzą do środka. Rozglądają się nieufnie. W piecu pali się ogień, lampa naftowa stoi na malutkim stoliku przy łóżku, w którym widzą dwie głowy wystające spod pierzyny. Jedna należy do Arnolda, natomiast druga, do nieznanej im kobiety. – Co wy robicie? Jak można tak wtargnąć do czyjegoś domu, jak do stodoły? – Rudowłosa nieznajoma wygląda na czterdzieści lat. Jest ładna, na jej twarzy widać mnóstwo piegów, ma bladą cerę i krwistoczerwone usta. ...
... Przyglądając się jej uważniej, można odnieść wrażenie, że ma drapieżną urodę. – Ktoś ty? – Wiesiek zaciska palce na rękojeści strzelby. – A wy kto? Ja od leśniczego kochanica. – Kochanica powiadasz? – Genek kręci głową z powątpiewaniem. – A co? Żal wam dupę ściska, kmioty? – Pyskataś jak na babę w towarzystwie uzbrojonych chłopów – zauważa przytomnie Rysiek, rozglądając się jednocześnie dookoła. – To może, zamiast ściskać te pistoleciki, złapiecie za kutasy i wskoczycie pod pierzynę, hę? – kobieta uśmiecha się. Wiesiek puszcza propozycję nieznajomej mimo uszu. Ma paskudne przeczucie. Zerka nerwowo w stronę leśniczego. Coś mu tutaj nie pasuje. Czuje skurcz żołądka. Wypełnia go coraz większy niepokój. Wreszcie spogląda na kobietę, wskazując lufą strzelby na śpiącego kolegę. – A co on taki blady? – Mężczyzna zerka w stronę Arnolda. – I siny jakiś? – Dogodził mi cztery razy, to i zsiniał – rudowłosa uśmiecha się, nic sobie nie robiąc ze strzelb wycelowanych w jej głowę. Jej oczy nie zdradzają nawet grama strachu, już prędzej ciekawość i rozbawienie. – A weź no ty lisico, zrzuć pierzynę, hę? – Piekarz staje kilka kroków z boku. Nie podoba mu się, że stoją wszyscy w kupie jak na jakimś wiecu. – A proszę cię bardzo – kobieta przedrzeźnia jego głos i zsuwa z siebie nakrycie. Spoglądają w milczeniu. Nieznajoma ma ciało jak marzenie. Cienki materiał halki odkształca się pod naporem jędrnych i wyjątkowo kształtnych piersi, zakończonych zadziornymi sutkami, które ...