-
S jak Sierpce
Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black
... nie ma. Na litość boską, czy wyście postradali rozumy? Widzieliście, co ta kurewka zrobiła z Arnoldem? Moja głowa ma być następna? – Arnold nie wiedział z kim ma do czynienia – uspokaja go Genek. – My już wiemy. Zwiążemy ją i tyle. Wystarczy, jak nie będziesz się do niej zbliżał. – No nie wiem. Łatwo powiedzieć... – Słuchaj, zrzucimy się na skrzynkę piwa, co ty na to? – Zachęca Rysiek. – Skrzynka piwa drogą nie chodzi... ale wy mi ją dacie najszybciej jutro, a jak dzisiejszą noc przetrwam? – W takim razie, po drodze wstąpimy do mnie. Mam jeszcze flaszkę samogonu. Będziesz leżał nieprzytomny do południa. Stoi? – Genek wyciąga rękę do mężczyzny. – Stoi – ściskają sobie dłonie kolejno. – A co z Arnoldem? – Piekarz pociera zmarznięte ręce. – Zostawiamy wszystko tak, jak jest. Jemu i tak wszystko jedno, a lepiej, żeby nas nikt z tym bajzlem nie kojarzył. * Wacław siedzi w kuchni przy piecu. Godzinę temu wyszli od niego koledzy. Rudowłosa jest w piwnicy. Przywiązali ją do starej wojskowej pryczy, o której niemal zapomniał. Znalazł to łóżko całe wieki temu w lesie, kilka kilometrów stąd. Zostawili je żołnierze radzieccy. Kiedyś organizowali w okolicy poligon. Stare dzieje. Przytargał pryczę do domu, nie mając konkretnego pomysłu. Jakby przewidział, że po trzydziestu latach, trafią na tego rudego upiora i wtedy, łóżko nada się jak nigdy. Sprężyny okryli kocami, położyli na nich wściekłego rudzielca i przywiązali łańcuchami ręce i nogi, mocując je do ...
... nóg pryczy. Na koniec okryli ją kocem, pożegnali się z gospodarzem i wyszli. Jutro będą się naradzać. Nie byli do końca pewni, czy okrywać ją kocem, czy nie. Czy Coś takiego, w ogóle odczuwa zimno? Mężczyzna grzeje się przy piecu, pali własnoręcznie skręconego papierosa i częstuje się samogonem Genka. Alkohol nie jest zbyt szlachetny, ale za to mocny. Właśnie trzepnęło nim, jakby go prąd kopnął. Sąsiad zna się na samogonie, Wacław kręci głową z uznaniem. Doskonale zdaje sobie sprawę, że jeśli nie urżnie się do nieprzytomności, to nie zaśnie. Nie w takim towarzystwie. Ile razy zerka na pierzynę, robi mu się niedobrze, bo widzi tam swoją głowę zamiast tej od Arnolda. Nagle wydaje mu się, że coś czuje. Jakaś dziwna woń, drażniąca mu nozdrza, ale tak słaba, że nie jest pewny. Gasi peta i rozdmuchuje dym ręką. Węszy. Wstaje i chodzi po kuchni. Im bliżej okna, tym bardziej utwierdza się w przekonaniu, że tylko mu się wydawało. To trochę jak kiedyś, gdy wydawało mu się, że czuje swąd spalenizny, pobiegł wystraszony do kuchni, przekonany, że spalił obiad i okazało się, że nic się nie stało. Teraz jest podobnie. Jednak kiedy wraca na stołek, jest wtedy bliżej drzwi prowadzących na sień i znowu to samo. Kręci głową, czuje się pogubiony. Wychodzi z kuchni. Teraz zapach jest wyraźniejszy. Idzie jego tropem niemal z zamkniętymi oczami. Jego organizm zaczyna się dziwnie zachowywać. Zapach nęci jego umysł, sprawia, że wypełnia go ciepła fala spływająca do żołądka i jeszcze niżej. ...