-
S jak Sierpce
Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black
... że wydostaje się stąd tak intensywny, cudowny zapach? Jak taka woń może spętać go, sprawić, że przewracają mu się wnętrzności, a prącie napina się aż do bólu? Nie ważne. Wysuwa język i muska sklejone, lśniące wargi. Liże ją ostrożnie, jakby próbował śmietanę czy się nie zważyła. Im bardziej się pod nim wije i szarpie, tym mocniej przywiera ustami do jej krocza i wpija się w jej kobiecość. Nieznajoma zaczyna szarpać łańcuchy. Próbuje je zerwać. Wszystko na nic. Czuje, jak rozpalony kmiotek wpija się w jej wzgórek. Jak chłepce językiem i spija zachłannie jej nektar. Nie o to jej chodziło. Chciała go zwabić, omotać i sprawić, żeby ją rozwiązał, a wtedy... tymczasem ten kocmołuch mlaska między jej nogami jak wielbłąd po tygodniowym marszu przez pustynię. Kiedy jej srom rozkleja się niczym polny kwiat, czemu towarzyszy intymne mlaśnięcie, mężczyzna dostaje jeszcze więcej energii. Różowe wnętrze lśni od jego śliny i śluzu, który sączy się z jej wnętrza. Wacław nie miał kobiety od piętnastu lat. Jest podniecony do granic wytrzymałości. Wyjmuje głowę spomiędzy jej ud i nerwowymi ruchami szarpie się z rozporkiem. Kiedy już trzyma w dłoni nabrzmiały penis, od razu wciska go między ciepłe wargi. Wchodzi w nią jednym mocnym pchnięciem. Rudowłosa podnosi głowę, szczerzy swoje zęby piranii i syczy na niego, choć jest bezsilna. Każdy jej ruch, każde szarpnięcie nogami sprawia tylko, że robi mu dobrze. Gospodarz przyspiesza, w ogóle nie ogląda się na jej przyjemność. Liczy się tylko ...
... żądza, która go trawi jak gorączka. Musi ją zaspokoić w tej chwili i nagle spina się, strzela nasieniem i wywraca oczy do góry. Jakby dorwał go paraliż. Przez chwilę traci kontrolę nad swoim ciałem. – Bodaj by ci kutas usechł, ty skurwysynu – słyszy, kiedy mężczyzna wychodzi z piwnicy. – Jak już się bierzesz do rzeczy, masz tor zrobić tak, żebym i ja miała przyjemność, kurwi synu. * Poranek jest pochmurny. Wiatr przybiera na sile. Śnieg sypał już, zanim się rozjaśniło. Smętne smugi światła pełzają po sypialni. Genek podnosi powieki i natychmiast przypomina sobie wczorajszy wieczór. Na samą myśl, że gdzieś tam w Kopydłowym lesie w pustej chacie leży głowa Arnolda, bez pochówku, przeszywają go ciarki. Zaraz potem nachodzą go myśli, o Wacku. Jak mu tam, czy wszystko dobrze? W końcu uznaje, że mężczyzna śpi jeszcze spity w trzy dupy. Rutynowo, jak co rano zagląda do sypialni żony. Kobieta śpi, oddycha miarowo, a tuż obok łóżka zauważa talerz. Czyli Anka karmiła ją rano. Kręci głową, ta dziewczyna to prawdziwy skarb. Jakkolwiek nie zabrzmi to dwuznacznie, tak właśnie teraz uważa. Schodzi do kuchni, ale tam jej nie ma. Wtedy przypomina sobie, że krowy ryczały nad ranem wściekle. Może poszła je wydoić? Mężczyzna ubiera się pospiesznie i wychodzi na dwór. Mróz trochę zelżał, ale śnieg sypie wściekle, ledwie widzi chlewik. Maszeruje przy akompaniamencie skrzypiącego śniegu. Dociera na miejsce i wchodzi do środka. W powietrzu unosi się zapach obornika. Jest duszno, ale ...