-
S jak Sierpce
Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black
... cieplej niż na dworze. Krowy pomrukują. Przez nieduże okienko wpada szare światło. Anka siedzi na zydelku i doi jedną z nich. Dokładnie tak jak podejrzewał. Przez chwilę patrzy, jak dziewczyna ściska wymiona i wsłuchuje się, jak mleko uderza pod ciśnieniem w cembrowane wiadro. – Co ty robisz? Przecie bym je wydoił. – Krowy ryczały jak skurwysyn. Słuchać się tego nie dało, a ty chyba smacznie spałeś, co? – No tak, przepraszam. – No, a ja właśnie skończyłam – dziewczyna łapie wiadro, w którym chlupoce mleko. – To masz mniej roboty na dzisiaj. – Daj, ja to wezmę. Gospodarz odbiera wiadro. Okrywa je szczelnie pieluchą tetrową i wychodzą na zewnątrz. Pokonują tę samą drogę, którą tutaj przyszedł. Wiadro odstawia w ganku i idzie za dziewczyną do kuchni. – Idę się umyć, a potem zrobię co do żarcia – Anka mija go w progu. Genek dorzuca do pieca. Lepiej porządnie zagrzać chałupę. Ani się obejrzał, jak wraca synowa, która od razu bierze się do pracy. Wyjmuje z lodówki sześć jajek, cebulę i boczek. Zaczyna od cebuli, później kroi boczek na grube plastry. Stawia patelnie na piec i po chwili boczek z cebulką skwierczą radośnie, wypełniając kuchnię apetycznym aromatem. Przez głowę przebiega Genkowi myśl, że gdyby nie ona, nie byłoby w tym domu tyle domowego ogniska. Jednak chłop bez baby, nie poradzi – kręci głową w zadumie. Anka uwija się w kuchni, doi krowy, sprząta i pierze. Po raz pierwszy przez jego głowę przechodzi myśl, jak to dobrze, że syn wyjechał i ...
... zostawił mu ten skarb w domu. Z rozmyślań wyrywa go synowa kładąca na stole talerz jajecznicy i dwie grube pajdy chleba. – Coście to wczoraj tak radzili w stodole, co? – nalewa mu herbaty do kubka. – A takie tam, męskie gadanie. – Gorzałki żeście nie pili, bo bym wyczuła... to chyba nie takie tam zwykłe gadanie, co? Gospodarz wpycha kęs jajecznicy, chcąc w ten sposób uniknąć odpowiedzi. Kiedy kończy przełykać, popija gorącą herbatą i od razu pakuje następny kęs jajecznicy. Dziewczyna jest nie w ciemię bita, mimo to, unika odpowiedzi, choć czuje na sobie jej wzrok. – Teściu, a podobało się wam ostatnio, to co my zrobili w kuchni? – Podobało – przytakuje i rumieni się. Nie rumienił się tak, od lat. – A chcielibyście jeszcze pościskać w łapskach te cycuszki? – Dziewczyna potrząsa piersiami nad stołem. – No... – teraz to już twarz go pali żywym ogniem. – Chciałbym... – A chcielibyście jeszcze zamoczyć w mojej młodej wisience? Kiwa głową, za nic nie powiedziałby tego na głos. – No to gadajcie, ze mną jak chłop z babą i nie udawajcie greka, boście spod Kopydłowego lasu, ze Śerpiecc, a nie z Grecji jakiej. Gospodarz zwiesza głowę, walczy ze sobą i przegrywa. Opowiada jej wszystko to, co wydarzyło się w Kopydłowym lesie, w leśniczówce. Dziewczyna słucha z otwartymi ustami. Kiedy kończy, ich talerze są puste. Anka zabiera je do zlewu. – Jak tam dzisiaj idziecie, to może i ja bym poszła? – Do Wacka? Mowy nie ma. Zaraz by nas wzięli na języki. – ...