-
S jak Sierpce
Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black
... dzieje się coś jeszcze. Jej pęcherz rozluźnia się i po chwili czuje jak mocz wypływa z niej, wsiąka w rajstopy, spływa po udach, po wielkich dłoniach mężczyzny i dalej, w kamienną posadzkę. Kiedy jest już po wszystkim, sklepowa jest na wpół omdlała. Nogi ma jak z waty, ale jej serce przepełnia szczęście. Wie, że ból się skończył. Koniec z bezsennymi nocami. Koniec z zagryzaniem poduszki. Wtula się w swojego dobrodzieja. Łzy lecą jej po twarzy. Ma ochotę rzucić mu się na szyję i wyściskać go, co częściowo właśnie robi. Tymczasem mężczyzna odsuwa ją od siebie. Ma niewzruszoną twarz. Podchodzi do słoika, pochyla się nad nim jak za pierwszym razem i tak samo, zasłaniając plecami, zwraca to, co wyssał z kobiety. Słoik, na którym kreśli dziwny symbol, owija szmatką i odkłada do drewnianej skrzyni. Na dnie są już dwa inne. Ten jest trzeci. – Zabierz ją stąd. Jak będę miał życzenie, wezwę ją do siebie – mężczyzna zwraca się do Gabrysi. Kobieta posłusznie obejmuje koleżankę i razem wychodzą bez słowa. Są poruszone. Wracają do swoich domów pod osłoną nocy, a zamieć jest jedynym świadkiem ich wycieczki. Droga powrotna schodzi im nieco szybciej, jakby były niesione na skrzydłach nadziei. Milczą przez cały ten czas. Zatrzymują się dopiero przy pierwszych zabudowaniach, gdzie ściskają się i całują. – Dziękuję ci, dziękuję, że mnie tam zabrałaś – Janina przekrzykuje wiatr. – Teraz mi wierzysz? – Wierzę! – Krzyczy sklepowa. – Teraz wierzę. – Wciąż ma łzy w oczach. – ...
... A ja znowu poczułam to coś... – Gabrysia uśmiecha się łobuzersko. – Za każdym razem, kiedy od niego wracam, jestem taka naładowana, że dzisiaj chyba poszczęści się mojemu staremu. Kobiety śmieją się, po czym idą każda w swoją stronę. * Genek nie może zasnąć. Za oknem wieje w trzy dupy. Śnieg wściekle atakuje szybę, psy szczekają i wyją. Co za noc. Noc żywiołów. Zawodzący wiatr ryczy wściekle od pola. Mężczyzna jest niespokojny. Krew burzy się w nim jak morze w czasie sztormu. W głowie wciąż dźwięczy mu szept synowej, wypowiedziany tym zmysłowym, niespokojnym głosem „Przyjdźcie wieczorem do mojej sypialni, tatku, przegonimy razem zimowe smutki”. Na samo wspomnienie, ma erekcję. – Tak się dzieje, kiedy stary cap zakosztuje młodej cipki – rzuca na głos. – Całkiem głupieje na starość. Niestety w niczym mu to nie pomaga. W slipkach wciąż widnieje potężne wybrzuszenie, krew wciąż płynie niczym wodospad, a skóra zdaje się gorąca. Ostatecznie porzuca wszystkie dylematy, czyż jemu nie należy się coś od życia? Wychodzi z pokoju i nie zapalając światła – zna tu przecież każdy kąt – dociera do sypialni synowej. Drzwi skrzypią cichutko, choć brzmi to jakby się z niego śmiały. Gospodarz podchodzi do łóżka i staje tuż obok. W ciemności majaczy biała pierzyna, która nagle porusza się i Anka siada niespodziewanie na łóżku. Wyciąga rękę przed siebie, dotyka teścia i zmusza, żeby ten podszedł do niej. Genek staje na wyciągnięcie ręki, a nawet bliżej. Czuje jej kobiecą dłoń na ...