-
S jak Sierpce
Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black
... Nie będzie więcej jak osiem lat, coś mi się tak widzi? – Genek przekręca głowę, zerka na kupioną farbę i wraca spojrzeniem do Wacka. – Więcej, jakieś dziesięć lat, coś koło tego – właściciel domu jest zły, że nie schował przed kolegami farby. – Wacek dzisiaj się ze mną do wsi wybrał, latał po sklepie, jakby go co w dupę parzyło – Rysiek klepie kolegę po plecach i wszyscy wybuchają śmiechem. – Ty, a możeś ty, jaką babę zapoznał, co? – Rzuca jeden z nich i kolejna salwa śmiechu niesie się aż po strych. Przez następne dziesięć minut żartują z przyjaciela, zagryzają wódkę i opróżniają butelkę. Natychmiast na stole pojawia się kolejna. Gospodarz uderza ją w spód, odkręca i rozlewa do kieliszków. – My tu tak gawędzim, a ja słyszałem, że twoja stara, podobno u uzdrowiciela była – Genek zerka na Wieśka. – Prawda to? – Co nie prawda jak prawda. Kryje się z tym, ale wiem, że była. Głupi, żem nie jest, nie? Wznoszą toast, być może za to, że Wiesiek faktycznie, głupi nie jest, a może za coś zupełnie innego. Trudno powiedzieć, nie pada żadne słowo. – Ten uzdrowiciel, to mi w głowie siedzi – zwierza się Genek. – Podobno nie ino twoja stara u niego była. – Kto jeszcze? – Wiesiek sam nie wie, po co zadaje to pytanie, ale jakoś czuje się lepiej wiedząc, że nie tylko jego żona poszła do starego młyna. – A choćby Józkowa baba. Też ponoć była – Genek zagryza ogórkiem. – Tak swoją drogą, to wyleczył twoją z choróbska? Wiesiek zastanawia się chwilę. – Ostatnio ...
... jej nie dusiło, to może faktycznie, coś w tym jest? – Wiesiek, człowiek nie ma takiej mocy, co by uzdrawiać innych. Jeśli coś w tym jest, to cuchnie stąd, aż do samego piekła – Piekarz spluwa przez ramię. – Nie strasz chłopa – Genek klepie Wieśka po plecach. – Powiedz, Wiesiu... twoja, to zmieniła się jakoś po tych jej wizytach u dziada? Milczą wszyscy, podczas gdy zapytany zastanawia się nad odpowiedzią. – Jedno się zmieniło... – A co? – Wacek krzywi się po wypitym kieliszku. – Jest jedna zmiana... – mimo wszystko wstydzi się powiedzieć. Zalega cisza, jak makiem zasiał. Wszyscy wpatrują się w kolegę. Wiesiek przełamuje ostatni opór. Bierze głęboki wdech i postanawia powiedzieć, jak jest. – Nie wiem, kiedy stara poszła do młyna, ale jednego wieczora, i to mogło być właśnie wtedy, wróciła i w nocy się za mnie zabrała. Oj, działo się pod pierzyną, działo... – A wcześniej, co? – Genek pogania gestem dłoni Wacka, żeby rozlał kolejną kolejkę. – Wcześniej, to my tak nie bardzo... rzadko i tylko po bożemu... – No i widzisz, Wiesiu – Genek klepie kolegę, tym razem po karku. – I to już jest COŚ. – A, co niby? – Rysiek unosi kieliszek i odczekuje chwilę, aż reszta podniesie swoje. – Poszlaka. Wieśkowa baba poszła do młyna i zebrało jej się na dupczenie, a to oznacza, że albo on jej coś faktycznie zrobił, albo... – Albo wydupczył na stogu siana – Rzuca Rysiek i wszyscy wybuchają śmiechem. Wszyscy z wyjątkiem zainteresowanego. – Zaraz tam kurwa ...