1. S jak Sierpce


    Data: 24.01.2024, Kategorie: wieś, zmora, synowa, Autor: Man in black

    ... ruch kamienne żarna, które mełły ziarno na mąkę. Budynek nie jest w najlepszym stanie, ale w oknie dostrzega światło. Nagle dopadają ją wątpliwości. Może nie powinna tutaj przychodzić sama. Wiatr szturcha ją w plecy i w końcu Gabrysia stwierdza, że raz kozie śmierć.
    
    Podchodzi do koślawych drzwi. Puka niepewnie. Nic. Puka jeszcze raz.
    
    – Zachodź, śmiało. – Słyszy męski basowy głos.
    
    Popycha drzwi, wchodzi i zamyka je za sobą. Wewnątrz palą się świeczki i ogień w kominku. Na kamiennej podłodze walają się śmieci, przeróżne starocie i zeschnięte liście. Na kamiennych żarnach leży płócienna torba, metalowa miska, z której mężczyzna coś musiał przed chwilą jeść i kilka ubrań złożonych starannie w kostkę. Jest tutaj jeszcze koślawy stół, zarwana prycza i sosnowa szafa z drzwiami, które wypadły z zawiasów. Wszystko wygląda nędznie i odwaga coraz szybciej opuszcza kobietę.
    
    Mężczyzna stoi pośrodku izby i przygląda się przybyłej, a ona jemu. Dziad jest wysoki i szczupły. Ma niemal dwa metry, bladą cerę i lekko zapadnięte oczy, które zdają się przeszywać niespodziewanego gościa na wylot. Ubrany jest w znoszony czarny garnitur, a na głowie ma filcowy kapelusz. Kiedy się odzywa, Gabrysia nie może oprzeć się wrażeniu, że basowy tembr jego głosu, nie pasuje do chudej, wręcz chorobliwej fizjonomii.
    
    – Z czym do mnie przychodzisz, kobieto?
    
    – Słyszałam, że ktoś się tu sprowadził... pomyślałam zajdę, zobaczę co i jak...
    
    – No to zobaczyłaś – stanowczy, zdecydowany ton głosu ...
    ... wybija ją jeszcze bardziej z rytmu. Teraz jest pewna, że nie powinna tutaj przychodzić sama. Mogła poprosić Hankę, żeby z nią przyszła.
    
    – Ano racja, zobaczyłam... głodniście może?
    
    – A przyniosłaś coś do zjedzenia? – Jego oczy są niesamowite, nigdy takich nie widziała.
    
    – Nie, nie pomyślałam...
    
    – To nie zawracaj mi głowy.
    
    Kobieta nie sądziła, że wędrowny dziad będzie taki surowy i butny w obejściu. Jego zachowanie zaskakuje ją, odbiera jej pewność siebie i sprawia, że najchętniej uciekłaby do domu. Praktycznie zapomniała, po co tutaj przyszła. Sądziła, że zastanie we młynie starego, steranego życiem człowieka, który z wdzięcznością przyjmie zarówno jałmużnę, jak i dobre słowo. Tymczasem mężczyzna sprawia wrażenie, jakby był u siebie, przez co czuje się, jakby weszła komuś do domu bez pukania.
    
    Jest w tym człowieku coś, co ją odstręcza. Nie tylko jego arogancja, ale również chorobliwy wygląd. Gabrysia zerka na grube błękitne żyły prężące się na bladej szyi. Dłonie również wydają się za duże, poprzecinane cienkimi żyłkami i blade jak kreda. Wydają się tak duże, że jedną dłonią mógłby ją złapać za głowę. Kobieta otrząsa się i przywołuje do porządku. Może to przez rozedrgane światło świec albo przez atmosferę opuszczonego młyna? Na zewnątrz wciąż jest jasno. Kilka świeczek nie zrobi z nikogo... od początku kogoś jej przypominał i właśnie sobie uświadamia, kogo. Ten człowiek kojarzy się jej ze strachem na wróble. Porównanie, choć absurdalne wywołuje w niej lęk.
    
    Już ...
«12...456...39»