1. Przypadek (III)


    Data: 04.03.2024, Kategorie: londyn, początek, romantycznie, Autor: juliabe

    ... jedyne majtki, skarpetki i T-shirt, jakie aktualnie posiadam. – W pierwszej chwili chciało jej się śmiać. Jednak samo wyobrażenie tego, co musiało wydarzyć się między Tristanem a Anne, studziło wszelką wesołość.
    
    – Jasne, jest funkcja suszenia, będziesz miał je gotowe na rano. – Zaniosła jego rzeczy do pralki i nastawiła pranie. – Co jeszcze masz?
    
    – Na szczęście laptopa i czytnik, choć bez ładowarek, dokumenty, karty i trochę gotówki, kosmetyczkę i kluczyki do auta. Powiedzmy, że to najważniejsze. Auto na szczęście stoi u Ikera. Oprócz tego dzieła Shakespeare’a, wybór, sztuk osiem, pięć kryminałów Agathy Christie, dwa numery Lanceta, dwa swetry, ulubione dżinsy, więc w końcu coś, z czego skorzystam, jeden garnitur, dwa zegarki, trzy koszulki polo i jeden krawat.
    
    – Nie jest tak źle, pół walizki, a masz dzieła dwóch spośród trzech najbardziej poczytnych autorów wszech czasów – jednak nie mogła powstrzymać się od małego żartu.
    
    – Kto jest trzeci?
    
    – Pierwszy. Bóg.
    
    Tristan tylko przewrócił oczami, ale uśmiechnął się.
    
    – Jestem głodny. Czy oferta noclegu obejmuje wyżywienie?
    
    – Zazwyczaj nie, ale mogę dla ciebie zrobić wyjątek. Wynagrodzisz mi to, prawda?
    
    – Za kanapkę zrobię wszystko! – odparł ze uśmiechem i zrzucił ręcznik ze swoich bioder. Julia zaczerwieniła się, ale skorzystała z okazji i pogłaskała go po fiucie. Jęknął i przytrzymał jej rękę, ale wyrwała się ze śmiechem. Musiała odpocząć. Poszli do kuchni.
    
    Julia szybko przyrządziła prostą sałatkę, ...
    ... podała pieczywo i oliwę. Poprosiła Tristana, by otworzył butelkę z tanim winem, które wyjątkowo jej smakowało. Przenieśli się z kolacją na kanapę i włączyli muzykę. Byli naprawdę głodni, bo rzucili się na jedzenie i przez dłuższą chwilę nic nie mówili.
    
    – Jak pracujesz jutro? – zapytała Julia, gdy zaspokoili już pierwszy głód. – Masz może wolne?
    
    – Tak, poniedziałki często należą do mnie, bonus za piątki. Chociaż ten mam już raczej zorganizowany. Nie sądzę, bym szybko odzyskał moje rzeczy, więc czekają mnie małe zakupy.
    
    – Jadę jutro do Ikera, bo mamy pewną sprawę do omówienia. Może pojedziesz ze mną? – to była spontaniczna propozycja. Nagle zmartwiła się, że on może nie mieć więcej ochoty na jej towarzystwo. – To znaczy… Co powiesz na zakupy w Notting Hill i wspólny lunch?
    
    – Tak. Zrobimy sobie miły poniedziałek. Julia?
    
    – Hmmm? – właśnie żuła kolejną bułkę z oliwą. Siedziała wygodnie na kanapie, owinięta ręcznikiem. Mokre włosy upięła na czubku głowy, kapały z nich kropelki wody. Trzymała talerz na kolanach i nie zwracała uwagi na spadające okruszki. Anne nigdy nie pozwoliłaby sobie na taki brak kultury i swobodę. Posiłki spożywali zawsze przy stole, wtedy oczywiście nie miał nic przeciwko, to było zwyczajne, takie normalne. Zresztą lubił porządek. Ale teraz wyjątkowo spodobał mu się ten luz. „Ciekawe, czy to jeden z tych uroczych drobiazgów, który po jakimś czasie staje się nagle tak bardzo wkurwiający?” – nie chciał, ale nie mógł się powstrzymać od obserwowania i ...
«12...121314...28»