1. Przypadek (III)


    Data: 04.03.2024, Kategorie: londyn, początek, romantycznie, Autor: juliabe

    ... strony Anne. Minął ją i skręcił w stronę stacji, ale złapała go za ramię i zatrzymała.
    
    – Nie o tym chciałam mówić, i nie tutaj. Usiądźmy gdzieś, chyba tyle możesz jeszcze dla mnie zrobić?
    
    Czuł, że jest jej winien znacznie więcej, niż głupi przelew, który do spółki z ostatnimi zakupami niemal pozbawił go oszczędności. A poza tym był ciekaw, dlaczego zadała sobie tyle trudu i przyjechała. Miał nadzieję, że zdołają się jakoś dogadać i zapanuje między nimi względna zgoda. Chciał wreszcie uciszyć swoje wyrzuty.
    
    Wolał nie zabierać Anne do żadnego z nadrzecznych pubów, chociaż je uwielbiał. Teraz bywał tam z Julią. Zaproponował nieodległą knajpkę, którą mijał w drodze do pracy. Wyglądała zachęcająco, a jakoś nigdy nie miał okazji, by ją odwiedzić. Zgodziła się. Szli w milczeniu. Obcasy Anne stukały miarowo o chodnik. Czerwony płaszcz podkreślał jej włoską urodę i przyciągał spojrzenia przechodniów. A może to był efekt karminowej szminki? Wyglądała jak gwiazda filmowa. Nie przepadał za mocnym makijażem, ale akurat czerwoną szminkę uwielbiał. Wiedziała o tym. Tristan zacisnął zęby. Nie spodziewał się takiej wizyty, zwłaszcza dzień przed powrotem Julii z Hiszpanii.
    
    Zamówił piwo dla siebie i lampkę wina dla Anne. Usiedli przy stoliku naprzeciwko siebie.
    
    – Anne. Słucham cię.
    
    – Przepraszam cię za moje zachowanie. To było niepotrzebne.
    
    – No cóż, myślę, że rozumiem. Nie ma o czym mówić.
    
    – Zamówiłam czyszczenie dywanów i malowanie ściany, ale oczywiście sama pokryłam ...
    ... koszty, bo sama nabałaganiłam. Detektyw i cała reszta to była moja… fanaberia. Nie myślałam wtedy racjonalnie, to było dosyć żenujące. Chociaż trochę poprawiło mi wtedy nastrój, wstyd się przyznać. Wybacz. Oddam ci te pieniądze.
    
    – Nie musisz – powiedział, chociaż aktualnie korzystał z oszczędności „na czarną godzinę” ulokowanych na specjalnym koncie, aby mieć na bieżące wydatki. W końcu dla niego była to czarna godzina.
    
    – Nalegam.
    
    – Anne, wpłać je na jakąś fundację czy gdzieś. To… chociaż tyle byłem ci winny za ten… bałagan.
    
    – No dobrze, niech będzie – upiła łyk wina. Nie miała zamiaru kłócić się o pieniądze. „Rachunek za złamane serce jest nie do uregulowania”, pomyślała gorzko. Tristan wziął swoją szklankę do ręki. Krępująca cisza się przedłużała. Pomyślał, ze chociaż mieszkali ze sobą ponad rok, teraz nie wiedział ani co, ani jak miał jej powiedzieć.
    
    Nie potrafił nawet spojrzeć jej w oczy, więc skupił wzrok na jej szczupłych dłoniach z pomalowanymi na czerwono paznokciami. Dużo czerwonego, uwielbiał ten kolor na niej. Przypomniał sobie, ile razy drapała go nimi po plecach i jak bardzo to uwielbiał. Czuł zapach jej perfum. Przeszedł go dreszcz. „Pojebało cię?”, upomniał sam siebie.
    
    Tymczasem Anne patrzyła na niego ze smutkiem. Powoli pokręciła głową, nie spuszczając z niego wzroku. „Co ona ci zrobiła? W czym jest lepsza ode mnie? Albo od innych koleżaneczek twojego pojebanego brata? To jeszcze dzieciak! Maturę chociaż zdała? Ledwo ją znasz!”, myśli kłębiły ...