-
Dług (I)
Data: 02.04.2024, Autor: blackjack
... bała. Pokój jak pokój, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Niewielki, z ogromną szybą, przez którą widać było wnętrze klubu, dwoma kanapami, kilkoma innymi meblami oraz stolikiem zastawionym alkoholem. Na jednej z nich siedział kolejny dryblas, choć ten wyglądał o niebo lepiej niż jego obstawa przed drzwiami. Umięśnione ciało opinała biała koszulka i doskonale skrojone dżinsy, włosy miał krótkie, twarz typowego przystojniaka z okładki z seksownym zarostem. To był mężczyzna, za którym kobiecy trup ścielił się gęsto, tak idealny, że aż nierzeczywisty. Na dodatek obwieszony sporą ilością kosztownego złota. Obok niego siedziała skąpo odziana brunetka, o wydatnym biuście i całkowicie gołych nogach. Jej usta błądziły po szyi mężczyzny, a dłoń kolistymi ruchami masowała sporą już wypukłość w okolicach krocza. Jak widać była tak zaabsorbowana tym zajęciem, że nie przeszkodziło jej w tym nawet wejście osoby trzeciej. – Rozumiem, że przyszłaś zwrócić pieniądze. Nie bardzo tylko pamiętam… – uśmiechnął się, robiąc nieokreślony gest ręką. Wiktoria, która i tak już była cała czerwona, z powodu tego, co widziała, spojrzała na niego z doskonale widoczną dezaprobatą w oczach. – Pożyczył mój brat – oznajmiła krótko, zajmując miejsce naprzeciwko migdalącej się pary. – A ty jesteś kto? Nie przedstawiłeś się! – Oho! – roześmiał się nagle, Odepchnął od siebie kobietę, coś szepnął jej na ucho. Zachmurzyła się, ale posłusznie wstała i wyszła. Tak po prostu. – Siadaj słonko. Czy ...
... twoim bratem jest ten idiota, co przepuszcza majątek na maszynach? Wysoki, chudy smarkacz, o minie zbitego psa? Gdyby miała całą kwotę, rzuciłaby tą forsą, dosadnie powiedziała, co myśli o takich typach jak on i opuściła to miejsce. Niestety, nie miała. – Owszem, jest idiotą bo pożyczył od takiego jak ty. – Hola! Nie rzucaj się tak panienko – mężczyzna pochylił się, świdrując ją wzrokiem. – Dawaj kasę, uregulujemy rachunek. – Mam jedną trzecią – oznajmiła Wiktoria, kładąc na stolik pomiędzy nich plik banknotów. – Reszta będzie w poniedziałek, bo mój… – Nie ma mowy – przerwał jej chłodno. Nie sięgnął po pieniądze, a jego wzrok stwardniał. Nie był już ani rozbawiony, ani znudzony. – Termin upływa dziś o północy. – Nie ma mowy – powtórzyła jego słowa. Starała się nie okazywać przerażenia, choć tak naprawdę serce o mało co nie wyskoczyło jej z piersi. – Nie? – Bankomat nie wypłaci takiej kwoty, a banki są zamknięte. Dlatego dostaniesz dzisiaj dziesięć tysięcy, resztę w poniedziałek. – Ty dyktujesz mi warunki? – warknął. Co gorsza, wyglądał na coraz bardziej rozjuszonego. – Wystaw mi jeszcze pokwitowanie za tą kasę i zaraz będziesz mógł wrócić do tej przyjemnej czynności, którą przerwałam – dodała szybko. – Pokwitowanie? – Dowód wpłaty, cokolwiek. Przecież nie dam ci takiej sumy pieniędzy na piękne oczy? Już i tak cały ten interes cuchnie na odległość – słowa wymykały się niemal wbrew jej woli. – Powinnam pójść z tym na policję… – Czy twój ...