-
Vagabunda
Data: 04.07.2020, Kategorie: funfiction, lara croft, tomb raider, przygoda, Autor: starski
... obok mnie Jimenez. - Rozmawiałem z nim właśnie. Wyślą maszynę z... - zawahał się, mierząc mnie nieprzyjemnie. Zrozumiałem, że nie chciał wyjawiać tej informacji - Która jest? - wtrącił Ukrainiec. - Za pół godziny będziemy na miejscu. To co nazwano bazą w El Chuco, składało się z jakiejś ukrytej w dżungli, rudery i kilku poszarpanych namiotów. Pedrosa zarządził rozładunek śmigłowca i w ten sposób odkryłem, że był z nami na pokładzie worek marynarski Lary, oraz moja walizka ze sprzętem. Ucieszył mnie ten widok. Lara pozostała skuta. Mną najwyraźniej się nie przejmowano, co było trochę poniżające, ale postanowiłem się z tym pogodzić. Było już po południu. Nie wiedziałem ile godzin lecieliśmy, nie znałem się na autonomii takich helikopterów. Na pewno miałem dosyć latania śmigłowcem na bardzo długi czas. Gdy prowadzili nas do rudery, minęliśmy zakryty maskownicą generator na ropę i dwa dystrybutory paliwa. Pod jedną z wielkich pałatek, dostrzegłem duży samochód terenowy. Poza tym, i wieloma różnego rodzaju skrzyniami nie było tam nic innego. Ze ścian domu, do którego się wnosiliśmy, odpadła już większość żółtego tynku. W odsłoniętych plackach szczerzyły się szare cegły. Tu złożono sprzęt, nasz i ich. Najemnicy zabrali się za organizowanie posiłku. Larę i mnie posadzono obok siebie pod ścianą. Patrzyliśmy na drzwi do sąsiedniego pomieszczenia. Nie widziałem co było za nimi, ale od czasu do czasu, któryś wchodził tam i wychodził z zapasami. Wywnioskowałem, że to ...
... magazyn-spiżarnia. W głównej izbie stały dwa podniszczone stoły i koryto. Do tego, znajdowały się tu pozostałości po zagrodach dla bydła lub koni. Na ziemi, oprócz kurzu i brudu, walała się słoma. - Znam tę melinę – odezwała się cicho Lara. - To miejsce przerzutowe przemytników. Pedrosa nie raz korzystał z tej kryjówki. - Kiwnąłem głową na znak zrozumienia. Prawdę mówiąc było mi wstyd spojrzeć jej w oczy. - Wybacz mi – zacząłem, ale uniosła tylko palec, złożonych między udami dłoni. - Nie musisz mnie za nic przepraszać. Chcę żebyś wybił to sobie z głowy – powiedziała – To ja powinnam przeprosić ciebie, jeśli już, i uwierz mi, czuję się winna za sytuację, w którą cię wciągnęłam. - Co to za ludzie – szepnąłem, zniżając głos do granic słyszalności – czy rzeczywiście są tak niebezpieczni? - To wszystko komplikuje się bardziej niż zwykle. Zazwyczaj nie obawiałabym się pogróżek, ale Rogeiro zdaje się tracić kontrolę nad tymi szakalami – zawiesiła głos, bo drzwi otworzyły się i wszedł nimi Ukrainiec. Niósł niewielki kanister. - Zwłaszcza nad Pedrosą – dokończyła, gdy się oddalił. Przytaknąłem. - Gdzie my w ogóle jesteśmy? - Na terytorium Kolumbii. - A gdzie nas zabierają? - Tego nie wiem, ale mogę się domyślać – powiedziała i zamilkła. Zbliżył się Jimenez i kucając przed nią, uśmiechnął się prawie przyjemnie. - Pedrosa pozwolił cię rozkuć, jeśli obiecasz, że nie będziesz odstawiać żadnych numerów. - Nie wydaje mi się, żebym to ja obmacywała któregoś ...